W oknie siedzi i jest w biedzie Bredzi, że jej się nie wiedzie Wyśpiewuje wciąż, Że przydałby się mąż Jestem młody wdowiec Chcesz mnie, to mi powiedz Czy chcesz mnie od zaraz Będzie z nas fest para Bo serdeńko twoje Nie da mi spokoju Zechcesz, no to siup Dzisiaj zaręczyny, jutro ślub
Majka poszła do kuchni, a ja, zwinięta na miękkim fotelu, zatopiłam się w niewesołych myślach. – Przede wszystkim w żadnym wypadku nie można lekceważyć niebezpieczeństwa – wyrwała mnie z zadumy Majka, stawiając na stoliku filiżanki z herbatą. – Tu trzeba rozwagi i działania metodycznego.
Teraz z racji, że również mąż ma mnie głęboko w poważaniu moja fobia społeczna nasila się. Już od kilku tygodni zmuszam się wyjść SAMA z domu. Na razie udało mi się pojechać do Kościoła w tygodniu ale to z dzieckiem to się nie liczy.
Pierwszy mąż zostawił mnie dla ciężarnej kochanki. Myślałam, że u boku Andrzeja w końcu zaznam szczęścia, ale na drodze znowu stanęła mi inna kobieta – jego zmarła żona. Gdy w związek pakuje się trzecia osoba, zwykle można próbować z nią wygrać. W związku z wdowcem zawsze się jest na drugim miejscu i to w wyścigu, w którym ma się kulę u nogi.
Byłam w 5 miesiącu ciąży, gdy mąż wysłał mnie do kancelarii, bym załatwiła jakieś formalności związane z mieszkaniem. Pojechałam samochodem — nigdy nie miałam problemu z tym, żeby prowadzić. Już wracałam do domu, gdy nagle na skrzyżowaniu w bok mojego auta wjechał inny samochód. Mnie zamroczyło.
"Zostawił ją, gdy była w dziewiątym miesiącu ciąży, natomiast trzy lata później przyszedł i poprosił o przyjęcie go z powrotem" Wysłano: 21.07 15:54 "Kiedy była teściowa przyszła do mojego domu, nie poznałam jej od razu": Nie zmienił się tylko jej okropny charakter
. - Mówi się, że ciąża to stan błogosławiony. Dla mnie był to najgorszy okres w życiu. Mimo że miałam wsparcie rodziny, a wszystkie koleżanki odwiedziły mnie w szpitalu. Brakowała mi jednej osoby, ale on się nawet nie odezwał - opowiada Beata. Zobacz film: "Dziecko macha do rodziców na USG" Social media pękają w szwach od idealnych zdjęć. Fit mamy, bobasy robiące słodkie minki i baby shower niemal tak samo huczne jak to, które miała Megan Markle. Można przez to odnieść wrażenie, że ciąża to czas błogiej jedności mamy, dziecka i świata. Byłoby wspaniale. Niestety, w prawdziwym życiu nie można wyszczuplić opuchniętych kostek, podkręcić błękitu oczu dziecka ani dodać filtra, który zwykłe mieszkanie zmieni w klimatyczny apartament. Zwłaszcza gdy zamiast na pilates, biegasz całkiem sama na usg, a na porodówkę zawozi cię ktoś inny niż partner. Bo ten, w międzyczasie, zdążył się zmyć. - Nieraz zastanawiam się jaki on był naprawdę - opowiada Alina, którą również partner zostawił podczas ciąży. Byliśmy ze sobą 3 lata, planowaliśmy ślub. Dziecko miało być dopełnieniem, dlatego w pewnym momencie przestaliśmy się zabezpieczać, bo byliśmy siebie "pewni". Na początku się cieszył, wszystko ze mną planował, ale sama ciąża okazała się trudnym okresem, a ja nie wyglądałam jak modelka z malutkim brzuchem. Bolały mnie plecy, byłam apatyczna. Nie otrzymałam troski i wsparcia. Miałam wrażenie, że się mną brzydzi. Nie chciał mnie dotykać, unikał kontaktu i więcej pracował - dodaje Alina. U Beaty sytuacja wyglądała podobnie. - Wszystko zaczęło się zmieniać, kiedy Marcin dowiedział się o ciąży. Poznaliśmy się na targach, pracowaliśmy w konkurencyjnych firmach. Byłam wtedy zaręczona, on też był w związku, ale tak się zakochałam, że zerwałam zaręczyny, wyprowadziłam się z domu i wynajęliśmy razem mieszkanie. Przeniosłam się nawet do jego firmy - opowiada. - Gdy dowiedziałam się, że jestem w ciąży, byłam przerażona, ale później oswoiłam się z tą myślą. On w ogóle nie chciał rozmawiać. Nie chodził ze mną do lekarza, a kiedy wysłałam mu zdjęcie z USG, nawet nie odpisał. Wyjechał do Gruzji i przestał dzwonić. Gdy wrócił, co noc imprezował poza domem - wspomina Beata. Na informację o ciąży każdy może zareagować inaczej. Nie warto generalizować i mówić, że dzisiejsi mężczyźni są nieodpowiedzialni i nie nadają się na ojców. Nie każdy mężczyzna chce mieć dziecko i ma do tego prawo. Ale odpowiedzialny człowiek, podejmujący taką decyzję komunikuje to drugiej stronie i dba o bezpieczny seks. Przynajmniej tak chyba powinno być, bo końcówka ciąży to nie jest dobry moment na zmianę zdania. - W idealnym świecie najlepiej dla dziecka byłoby, gdyby miało dwoje rodziców, którzy są szczęśliwym małżeństwem. W prawdziwym życiu może lepiej, żeby dziecko miało jednego rodzica niż np. nieobecnego czy przemocowego. Pamiętajmy też, że dobrym męskim wzorcem wcale nie musi być ojciec biologiczny. Nie zmienia to jednak faktu, że porzucanie kobiety w ciąży jest moralnie naganne, a mężczyzna jest tak samo odpowiedzialny za dziecko jak kobieta - mówi psycholog, Monika Dreger. Alinie w pamięci utkwiła szczególnie jedna sytuacja. - Zbliżał się Sylwester, ja nie czułam się najlepiej i chciałam, żebyśmy Nowy Rok przywitali razem w domu. Bartek się zgodził, ale dzień przed powiedział, że szef zaprosił go na imprezę i nie może odmówić. Było mi strasznie przykro, ale co miałam zrobić? Zaprosiłam do siebie przyjaciółki, w tym siostrę Bartka. Dziewczyny postanowiły wyciągnąć mnie na kolację, żebym nie siedziała w domu. Kiedy jechałyśmy główną aleją, zobaczyłyśmy Bartka… Nie był na żadnej imprezie u szefa. Stał pod klubem i obejmował jakąś kobietę. Zatrzymałyśmy się kawałek dalej, żeby zobaczyć, co się stanie. Całowali się i obściskiwali, a mi pękało serce. Nagrałyśmy to i wróciłyśmy do domu. Całą noc płakałam. Kiedy rano wrócił Alina pokazała mu film. Powiedział chłodno, że z tą kobietą nic go nie łączy, po prostu "ma swoje potrzeby, a ta cała ciąża to pomyłka". - Dziś wiem, że to on był pomyłką. Oddałam mu pierścionek. Byłam w siódmym miesiącu ciąży. Dla rodziny to był szok. Jego rodzice mi pomagali, odwiedzali w szpitalu. On zapytał tylko, czy potrzebuję pieniędzy. Nie wierzyłam już w obietnice, więc wywalczyłam oficjalne alimenty dla Zosi. On teraz pracuje w innym mieście, rzadko się widują- mówi Alina. Beata pamięta inny moment. - Kiedy byłam w ósmym miesiącu ciąży, w prezencie od firmy dostaliśmy wózek. Rano jechałam na uczelnię, Marcin znowu nie wrócił z imprezy. Coś mnie tknęło, żeby pojechać pod dom jego byłej dziewczyny. Oczywiście stał tam jego samochód z naszym wózkiem w bagażniku. Wysłałam mu zdjęcie, odpisał mi, żebym dała mu spokój, bo on już nie wróci. Mój świat się zawalił. On nawet się nie odezwał. Szef zorganizował specjalne pępkowe w firmie, przyszli wszyscy oprócz Marcina, który powiedział, że go to nie obchodzi. Ponieważ moje zarobki są zależne od prowizji, wróciłam do pracy (zdalnej) drugi tydzień po porodzie. Kiedy mój Wojtek miał dwa miesiące, pakowałam go do samochodu i jeździłam z nim do firmy. Marcin ani razu nie podszedł do wózka zobaczyć swojego syna. Samotne macierzyństwo to coś strasznego, zwłaszcza jak ojciec nie chce swojego dziecka. Było mi bardzo ciężko, ale dzisiaj cieszę się, że nie ma go w moim życiu. Kupiłam nowe mieszkanie, a Wojtek już nie pyta o tatę. Jeśli mogłabym coś przekazać innym dziewczynom: mądrze wybierajcie partnerów. W sytuacjach takich jak te, nierzadko pojawiają się głosy, że gdyby byli po ślubie, nic takiego by się nie stało. Zdaniem Moniki Dreger, sam fakt ślubu nie chroni przed problemami w związku, a założenie obrączki nie sprawia, że mężczyzna staje się dobrym mężem i ojcem. Często kobiety nie zdają sobie sprawy, że fizycznie mają męża, ale mentalnie zostały porzucone. Są to związki, w których jego ciągle nie ma, bo ucieka w pracę lub towarzystwo kolegów. Pozostaje pytanie - czy związek z biologicznym ojcem dziecka przez sam ten fakt jest wartością czy lepiej pogodzić się z odejściem mężczyzny i pozwolić sobie na udany związek w przyszłości? Niezależnie od tego, czy mężczyzna pozostanie w związku czy nie, ojcem jest od chwili, gdy spłodził dziecko. I powinien wziąć za to odpowiedzialność. Masz newsa, zdjęcie lub filmik? Prześlij nam przez polecamy
fot. Adobe Stock Byliśmy parą od studiów. Oboje mierzyliśmy wysoko: ja marzyłam o pracy w radiu, Janusz – w telewizji. Udało się. Mimo długich godzin poza domem żyliśmy zgodnie i szczęśliwie. Pierwsze dwa lata razem wypełniły nam podróże: fascynowała nas Ameryka Południowa i kiedy tylko udało nam się zgrać urlopy i zebrać pieniądze, lecieliśmy w świat. Rok później mąż zdecydował, że kupujemy mieszkanie Wcześniej mieszkaliśmy u jego rodziców i było nam całkiem wygodnie, ale on marzył o większej powierzchni i swobodzie. Wiadomo: u rodziców dzikiej imprezy nie urządzimy, nie ma też co marzyć o spaniu do południa czy kochaniu się na kuchennym stole. Brakowało nam intymności, tym bardziej że mama Janusza wpadała czasem do nas na górę niezapowiedziana. Mąż wybrał nowe strzeżone osiedle, na którym chcieli również zamieszkać nasi przyjaciele, Majka i Robert. – Pomyśl, Iwona, jak będzie fantastycznie. Urządzimy się sami, według naszego gustu, a w weekendy będziemy mieli blisko do znajomych – na okrągło powtarzał mąż. Mieszkanie odebraliśmy w tzw. stanie surowym, co nawet nas ucieszyło, bo pozostawiało wiele możliwości. Wyburzyliśmy ściankę między kuchnią a salonem. Dzięki temu, że Janusz uparł się na ostatnie piętro, wybudowaliśmy kominek. Tylko z dobieraniem kolorów i mebli mieliśmy problem, więc zdecydowaliśmy się na dekoratorkę. Udało nam się znaleźć w miarę tanią, zdolną i chętną do roboty od zaraz. – Fantastyczny układ pomieszczeń, ile światła – pani Magda nie kryła, że mieszkanie bardzo jej się podoba. – A ten pusty pokój? – zapytała, zaglądając do najmniejszego. – Pewnie czeka na bobaska – mrugnęła. Zaśmiałam się, mówiąc, że nic nie jest wykluczone, ale mąż od razu się naburmuszył. – Tam chciałem sobie urządzić pokój muzyczny połączony z siłownią – mruknął. Dekoratorka nie skomentowała, a ja poczułam ukłucie niepokoju. Wieczorem, kiedy jedliśmy kolację, zapytałam, gdzie w takim razie zamieszka kiedyś dziecko. – Dziecko? Myślałem, że taka dziewczyna jak ty nie marzy o garach i pieluchach – mąż żachnął się, dolewając sobie wina. – Jeszcze nie teraz, ale kiedyś na pewno chciałabym mieć dziecko. To chyba naturalna kolej rzeczy – powiedziałam. – No to chyba nie ze mną – zarechotał Janusz. – Na dzieci mam alergię. Poszliśmy spać pokłóceni, ale zasypiając, uznałam, że przecież to głupie żreć się o coś, czego i tak na razie nie planujemy. Ja pracowałam nocami, on też tyrał. Chociaż gdyby tylko powiedział słowo, rzuciłabym nawet tę pracę, żeby tylko zostać matką. Zdecydowałam, że przekonam męża Przecież mamy czas. Oboje niedawno skończyliśmy 30 lat, na pieluchy przyjdzie pora. Poza tym kilka dni temu Majka powiedziała mi, że oczekują z Robertem dziecka. Kiedy maluch się urodzi, mój Janusz na pewno zmięknie jak wosk. Rano zachowywałam się, jakby nic się nie stało. Mąż wszedł do kuchni, ziewając. – Cześć – powiedział i cmoknął mnie w czoło. – Usmażysz mi jajecznicę? Ja zrobię kawę i sałatkę z pomidorów. Gabrysiu, przestańmy się w końcu kłócić o głupoty. „Nie nazwałabym tego tematu głupim” – pomyślałam, ale ugryzłam się w język. – Pamiętasz, że wieczorem idziemy na otwarcie tego nowego nocnego klubu? – spytał. – Pamiętam, mam już sukienkę – powiedziałam bez entuzjazmu. – A w weekend zabieram cię za miasto, zrobiłem już rezerwację – napuszył się dumnie. – Jedziemy w góry. – W ten weekend? Nie mogę. Obiecałam mamie pomoc przy remoncie kuchni – powiedziałam. – Na przyszły raz uprzedzaj mnie z wyprzedzeniem. – To co, mam wszystko odwołać? – szczeknął. – Bardzo trudno ci dogodzić. Wyszłam za wyjątkowego egoistę Jasne, kocham męża, ale on jest jak dziecko. Wszystko musi iść po jego myśli, a jeśli tak nie jest, zaczyna się wściekać. Po południu pojechałam z panią Magdą do miasta, żeby kupić lustro do przedpokoju i lampy do sypialni. Niestety, po kilku godzinach łażenia po salonach meblowych nie wybrałyśmy niczego sensownego. Zmęczone, zniechęcone i głodne przysiadłyśmy w końcu w przytulnej knajpce. – Tego mi teraz trzeba, włoskiej kuchni – zaśmiała się pani Magda, zamawiając lasagne i butelkę wina. – Powinnyśmy wypić za udaną inwestycję i całą resztę. Świetnie nam się rozmawiało. Już od pewnego czasu miałam wrażenie, że się z Magdą zaprzyjaźnię. Po kilku kieliszkach wina rozmowa zeszła na bardziej intymne tematy. – Mój mąż też nie chciał nawet słyszeć o dziecku – powiedziała w pewnej chwili Magda. – Ale kiedy urodził się nasz Alek, całkiem stracił dla synka głowę i teraz jest najlepszym ojcem, jakiego mogę sobie wyobrazić. Mężczyźni często dojrzewają do roli ojca, kiedy postawimy ich przed faktem dokonanym. – Chcesz powiedzieć, że… – Odstawiłam tabletki. Nigdy nie powiedziałam o tym mężowi. Do diabła, wszystko skończyło się fantastycznie. Mamy synka, mój Tomek jest szczęśliwy, ja też, czego można chcieć więcej? – Wzruszyła ramionami. Nie chcę mieć dzieci... Wieczorem, kiedy leżałam u boku śpiącego Janusza, przypomniałam sobie rozmowę z Magdą. Więc to takie proste? Odstawić tabletki i już? Jednak ja chyba nie mogę zrobić tego mężowi. To nieuczciwe. Lepiej z nim jeszcze raz porozmawiać. – Majka rodzi dopiero za trzy miesiące, a Robert już nie może się doczekać – powiedziałam przy śniadaniu. Janusz mruknął w odpowiedzi coś niezrozumiałego i zajął się wysyłaniem SMS-a. – Janusz, ja naprawdę chcę z tobą o tym porozmawiać – upierałam się. – O czym? Że Majka rodzi za trzy miesiące? – zakpił. – Bardzo im współczuję. Skończą się wyjazdy, kolacje, grille. Będzie tylko wrzeszczący dzieciak i stos pieluch. – Tylko z tym kojarzy ci się rodzicielstwo? – zapytałam cicho. – A tobie z czym się kojarzy? Z uśmiechniętymi bobasami z reklam pampersów? – warknął. – Skarbie, temat jest zamknięty. Ujmę to jasno: ja dzieci mieć nie chcę. I wyszedł z kuchni, zostawiając mnie nad talerzem z nietkniętym śniadaniem. Mimo wszystko usiłowałam drążyć temat jeszcze przez kilka tygodni. Za każdym razem wpadał w coraz większą złość. – Dostałaś jakiejś obsesji?! – wrzasnął któregoś wieczoru. – Gdzie się podziała dziewczyna, którą tak podziwiałem? Mieliśmy kiedyś wspólne pasje, znajomych, pracę, a teraz co? Snujesz się po domu i gadasz o bachorach. Mam tego dość. Chwycił kurtkę i wybiegł z domu. Wrócił dopiero nad ranem. – Gdzie byłeś? – zapytałam cicho. – W pubie – burknął. – Nie mam ochoty na dyskusje. Chcę złapać kilka godzin snu. Wsunął się do łóżka, obrócił do mnie plecami i niemal do razu zasnął. „Nie mam wyjścia, muszę odpuścić” – zdecydowałam. – Może on jednak z czasem zrozumie moje racje?”. Następnego dnia zaproponowałam, żebyśmy wyjechali gdzieś na weekend. – Nie dam rady – mruknął Janusz. – Mam mnóstwo pracy i zero chęci. Nie wiem też, czy mam ochotę wałkować temat dziecka. – Janusz, ja sobie to przemyślałam… – Muszę już lecieć. Minęło kilka miesięcy Nie próbowałam więcej rozmawiać z mężem na drażliwy temat. Udało mi się nawet wmówić sobie, że wszystko jest okej. „Na razie mamy siebie, znajomych, wyjazdy, pasje” – tłumaczyłam sobie nocami, chociaż wcale w to nie wierzyłam. Weekend na Mazurach, narty w Alpach, kolejna kolacja w drogiej restauracji, zabawa w nocnym klubie – Janusz to uwielbiał. Natomiast ja, gdy tylko przymknęłam oczy, widziałam małe, pulchne rączki dzieci, pucułowate buzie, ich radosny śmiech. Sytuacja pogorszyła się jeszcze bardziej, kiedy Majka urodziła. Chodziłam do niej prawie codziennie. Jej synek wprawiał mnie w zachwyt. Tymczasem Janusz nie chciał się już widywać ani z Majką, ani z Robertem. – Zwyczajnie im odbiło, gadają tylko o małym – wściekał się. – Jasiek to, Jasiek tamto. Jakby świat się na nim kończył. Roberta nawet do pubu nie da się już wyciągnąć, takim się zrobił pantoflarzem. A to mały jest chory, a to Majka musi się wyspać i on nie chce nocą jej budzić. Ja, dzięki Bogu, miałem dość rozumu, żeby nie dać się wrobić w takie akcje. Nie komentowałam tego typu odzywek, nie miałam już siły się z nim kłócić. W ogóle rozmawialiśmy rzadko. Janusz coraz częściej w wolnych chwilach uciekał z domu. Hiszpański dla początkujących, kurs nurkowania, prawo jazdy na motocykl – miałam wrażenie, że robi wszystko, żeby tylko mnie unikać. Czas leciał szybko. Zrezygnowałam z pracy w radiu, nie miałam już serca do nocnych audycji. Znalazłam etat w śródmiejskim domu kultury, poznałam nowych ludzi, lecz wciąż myślałam, że nie mam w życiu tego, o czym marzę. W przypływie desperacji próbowałam nawet porozmawiać z teściową, ale Janusz wpadł w szał, kiedy tylko usiłowała jakoś na niego wpłynąć. Zarzucił mi, że intryguję za jego plecami, jestem nielojalna i podła, a potem nie odzywał się do mnie przez tydzień. Byłam załamana. Mój zegar biologiczny tykał. Kolejni znajomi decydowali się na dzieci, tylko my ciągle nie. Znów przypomniałam sobie rozmowę z Magdą. „Może faktycznie ostawić pigułki? – pomyślałam. – Od wieków kobiety sprytem górują nad mężczyznami, a ja nie potrafię nawet urobić własnego męża”. Rozważałam to kilka tygodni. Los wybrał za mnie – Jest pani w ciąży – oznajmiła mi moja lekarka, kiedy się u niej pojawiłam. – Więc to nie grypa żołądkowa? – wyszeptałam. – Jak to możliwe? Przecież biorę pigułki. – Nawet najlepsze metody antykoncepcyjne czasem zawodzą – uśmiechnęła się lekarka. – Wiem, że w pierwszej chwili to szok, ale już wkrótce będzie się pani cieszyła. – Ja już się cieszę. Tylko mój mąż… – zawahałam się, a pani doktor pogładziła mnie po ramieniu. – Nie chce nawet słyszeć o dziecku? – dokończyła za mnie. – Niejednego już takiego widziałam, który z początku nie chciał, a teraz dumny i szczęśliwy pcha wózek – powiedziała łagodnie. – Mąż z czasem się oswoi, niech mu pani da czas. Wyszłam od niej taka szczęśliwa, że chyba mogłabym fruwać. Po drodze do domu wstąpiłam do Smyka i kupiłam parę maleńkich bucików. Później przygotowałam ulubione zrazy Janusza i czekałam na niego z kolacją. Kiedy usłyszałam zgrzyt klucza w zamku, serce zabiło mi jak oszalałe. Mąż na pewno najpierw osłupieje. A potem mnie ucałuje i powie: „Może to nawet i dobrze, że życie napisało nam taki scenariusz” – wyobrażałam sobie. – Odstawiłaś tabletki, prawda? Wrobiłaś mnie, choć wiedziałaś, że nie nigdy nie chciałem nawet słyszeć o dziecku – wrzasnął. I cisnął w kąt paczuszkę z bucikami, którą wcześniej wsunęłam mu w dłoń, mówiąc, że będzie tatą. Chwilę później wybiegł z mieszkania, zostawiając mnie zapłakaną i roztrzęsioną. Pojechałam do siostry. Nie wyobrażałam sobie samotnej nocy w pustym mieszkaniu. A znałam już mojego męża na tyle, by wiedzieć, że pewnie wróci dopiero nad ranem. Ostatnio w ogóle Janusz coraz częściej wymykał się na zakrapiane imprezy. Podobno miał jakieś poważne problemy w pracy. Nie powiedziałam jej o ciąży. Rzuciłam tylko krótkie: „Pokłóciliśmy się z Januszem” i zapowiedziałam, że następnego dnia wrócę do siebie. Nie chciałam jej przeszkadzać. Ona też miała problemy z mężem. Rano zadzwonił do mnie Janusz. Kiedy usłyszałam jego głos, w moim w sercu wezbrała nadzieja. „Może sobie wszystko przemyślał? Może mnie przeprosi? Zacznie błagać, żebym wróciła do domu?” – przemknęło mi przez głowę z prędkością błyskawicy. – Zastanowiłeś się, jak mnie wczoraj potraktowałeś? – spytałam drżącym głosem. Niestety, nie dzwonił z przeprosinami. – Ja cię źle potraktowałem?! A ty może jesteś w porządku?! – krzyknął. – Nie będę więcej dyskutować. To twój problem. Masz coś z tym zrobić. I się rozłączył. Nie wierzyłam własnym uszom To mówił mój mąż? Człowiek, który ślubował być ze mną na dobre i na złe, wspierać mnie i nie opuścić aż do śmierci? Przekonałam się ostatecznie, że to zwykły drań i egoista. Nawet kiedy urodziłam Zuzię, nie przyszedł do szpitala; wysłał mi tylko SMS-a z gratulacjami. Jak obcy człowiek… Minęło ponad półtora roku. Nie mam złudzeń, że mój już wkrótce były mąż kiedyś pokocha małą. Dziś widuje ją sporadycznie, raz na kilka miesięcy, poza tym nie wykazuje żadnego zainteresowania. Regularnie płaci alimenty i na tym się kończy. Sama nie wiem, ile nocy przepłakałam z żalu i bezsilnej rozpaczy, ale powoli zaczynam wychodzić na prostą. Dzięki moim rodzicom, a także matce Janusza, która przepada za wnuczką, mam ją z kim zostawiać w godzinach pracy. Mogę się realizować zawodowo i – co tu kryć – zarabiać pieniądze, bo z alimentów od Janusza byśmy przecież nie wyżyły. Powoli zaczynam wierzyć, że jeszcze będę szczęśliwa. Z ufnością patrzę w przyszłość, zwłaszcza odkąd spotkałam pewnego wdowca z pięcioletnim synem. Poznaliśmy się w pracy, od początku świetnie nam się rozmawiało. Poza tym coś mnie do niego ciągnie. No i on lubi dzieci. Wczoraj byliśmy w czwórkę w zoo – Zuzia, ja, Marek i jego synek, Michaś. Mam nadzieję, że niedługo to powtórzymy. Nie miałabym nic przeciwko temu, żeby Marek został ojczymem Zuzi. Jest dobrym, ciepłym mężczyzną. Mogę na nim polegać, czego nie da się powiedzieć o Januszu. Szkoda tylko, że tak późno się o tym przekonałam. Ale nie ma co płakać nad rozlanym mlekiem – życie idzie do przodu. Za kilka tygodni moja córeczka kończy dwa latka. Czy to nie wystarczający powód do szczęścia? No i jest jeszcze Michaś, któremu tak bardzo brakuje mamy. Znamy się krótko, ale wiem, że mogłabym go pokochać jak swoje własne dziecko. Czytaj także: „Nie kocham męża. Tęsknię za mężczyzną, z którym miałam romans przed ślubem. On jest ojcem mojego syna”„Wyparłem się córki, ale zrozumiałem swój błąd. Po 15 latach chcę odzyskać z nią kontakt, ale jej matka to utrudnia”„Miałam raka, straciłam dwie piersi i męża, który mnie kochał, dopóki byłam zdrowa”
Reading 5 minViews – „Kobiety w ciąży nie mogą się denerwować” – powiedział mój mąż w dniu w którym wraz z naszym synem zostaliśmy wypisani ze szpitala. Po prostu spakował swoje rzeczy w walizki i wyszedł. Z mieszkania i naszego życia. Teraz, gdy już urodziłam, jego zdaniem mogę się denerwować. Byliśmy małżeństwem już od siedmiu lat, a od pięciu staraliśmy się o dziecko. Problem medyczny istniał z mojej strony więc długo byłam leczona i obserwowana przez lekarzy. Zapłodnienie in vitro miało być ostatecznością. Miałam wtedy trzydzieści lat więc szanse na naturalne zajście w ciążę coraz bardziej malało. Byłam zdesperowana i uzależniona od opieki lekarzy. Te kilka lat widocznie odbiło się na naszym związku, nie było nam lekko. Ciągle byliśmy poddenerwowani – ja z powodu leczenia, a mój mąż pracy. Często dochodziło do kłótni, jednak zawsze dość szybko się godziliśmy. W końcu, rok temu, nastąpił upragniony moment – udało mi się zajść w ciążę! Nie mogłabym opisać szczęścia jakie wtedy czułam. Wydawało mi się, że mój mąż je podzielał. Przez całą długość ciąży dbał o mnie, otaczał opieką, troską i miłością. Myślałam, że ta ciąża będzie lekarstwem i plastrem na wszystkie trudności naszej rodziny. Spodziewałam się, że narodziny upragnionego dziecka staną się momentem przełomowym w naszym związku. Zdarzył się przełom, niestety nie taki jakiego się spodziewałam. Urodziłam o czasie, wszystko przebiegło bez problemów. Po pięciu dniach razem z synem zostaliśmy wypisani ze szpitala. Spotkaliśmy się z rodziną i przyjaciółmi, mój mąż dumnie trzymał naszego synka na rękach. W domu czekały na nas balony, prezenty i wszyscy nasi najbliżsi. Wydawało mi się, że wszystko idzie w dobrym kierunku. Po jakimś czasie goście pożegnali się i wrócili do swoich domów a ja położyłam synka spać. Wtedy zdarzyło się coś czego się nie spodziewałam. – To wszystko, teraz ja wychodzę. – powiedział mi mąż Nie wiedziała jak to rozumieć. Była noc, pomyślałam, że pewnie chce iść wyrzucić śmieci więc odpowiedziałam: – Dobrze, idź. Wtedy on wyciągnął torby i walizkę ukryte na balkonie. Była w szoku i zapytałam dokąd idzie ze swoimi rzeczami. – Już od dawna chciałem się z Tobą rozwieść. Mam inną kobietę. Planowałem Ci o tym powiedzieć gdy okazało się, że jesteś w ciąży a kobiet w ciąży nie powinno się stresować. Dlatego milczałem by nic nie stało się z dzieckiem. Teraz już urodziłaś więc mogę odejść. Stałam w osłupieniu i patrzyłam tylko jak odchodzi. Nie mogłam uwierzyć w to, że to wszystko dzieje się naprawdę. Z osłupienia wyrwał mnie dopiero płacz syna. Mój mąż naprawdę nas zostawił i to nie był tylko nieudany żart. Po tygodniu zjawił się ponownie by omówić ze mną rozwód, podział majątku, kontakty z dzieckiem i alimenty. Nasze dziecko ma w tej chwili cztery miesiące, były mąż odwiedza je kilka razy w tygodniu, płaci alimenty i kupuje wszystko, czego ono aktualnie potrzebuje. Dowiedziałam się nieco więcej o jego aktualnej partnerce. Okazało się, że byli razem trzy lata. Trzy lata kłamstw i oszustw. I w ten oto sposób mój mąż postanowił mnie porzucić. Historię opowiedziała: Natalia O.
-Damian był najlepszym tatą na świecie. Franek bardzo za nim tęskni, chodzimy na grób, czasem mam wrażenie, że potwornie boi się, że także ja odejdę, bo często przytula mnie i mówi, że jest szczęśliwy, że jeszcze mnie ma... - wyznaje pani Katarzyna. Archiwum prywatne-Cały czas mam wrażenie, że to wszystko to tylko zły sen, koszmar z którego za chwilę się obudzę - mówi pani Kasia, żona radnego gminy Sitkówka-Nowiny, Damiana Milewskiego, który zmarł na COVID-19, mając zaledwie 37 lat. Mieszkanka Nowin opowiedziała rozdzierającą serce historię o miłości i heroicznej walce o życie męża. Teraz samotna kobieta w ciąży oraz jej 6 - letni syn Franek muszą zmierzyć się z olbrzymim cierpieniem i pustką po stracie męża. Niestety okazało się także, że Pan Damian nie zdążył ubezpieczyć domu, do którego wprowadzili się w tym roku i jego żona musi sama spłacać 400 tysięcy złotych kredytu, który zaciągnęła razem z mężem na budowę. Pomóżmy! Link do zbiórki znajdą Państwo na końcu był najlepszym tatą na świecie. Franek bardzo za nim tęskni, chodzimy na grób, czasem mam wrażenie, że potwornie boi się, że także ja odejdę, bo często przytula mnie i mówi, że jest szczęśliwy, że jeszcze mnie ma... Ostatnio synek stwierdził, że marzy o tym, żeby jeszcze "poświrować z tatą pawiana", bo tak zawsze opisywali swoje szaleństwa - mówi z uśmiechem, przebijającym się przez łzy pani Katarzyna. Dodaje, że jeszcze kilka tygodni temu byli najszczęśliwszą rodziną na świecie. -Wreszcie, po wielu miesiącach starań, okazało się, że znów jestem w ciąży. Damian tak strasznie się cieszył - wspomina i dodaje, że czasem myśli, że jej mąż zmarł, ponieważ było im za dobrze, byli zbyt szczęśliwi. - Damianowi zawsze wszystko się udawało, ludzie bardzo go lubili, miał cudowną rodzinę, kilka miesięcy temu wprowadziliśmy się do nowego domu, mieliśmy niebawem przeżyć tutaj pierwsze Boże Narodzenie....Bardzo ostry przebieg choroby. "Do ostatniej chwili wierzyliśmy, że będzie dobrze"Załamana kobieta wspomina dramatyczne chwile, kiedy jej mąż walczył z koronawirusem. Nie ukrywa, że ma wielki żal do polskiego systemu ochrony zdrowia, bo najpierw nie mogli doprosić się karetki, a potem, kiedy jej mąż wreszcie trafił do szpitala na Czerwoną Górę, został przyjęty na zwykły oddział, a nie covidowy."Pogotowie przyjechało dopiero po tym, jak zaczęłam krzyczeć do telefonu i pytać, czy mam pozwolić mężowi umrzeć"- Czasem myślę, że to wszystko moja wina, bo to ja pierwsza zachorowałam na COVID. Wcześniej razem z Damianem byliśmy raczej sceptyczni, oczywiście wierzyliśmy, że wirus istnieje, ale nie zdawaliśmy sobie sprawy, że potrafi być tak agresywny - przyznaje kobieta i dodaje, że ma ogromy żal do systemu ochrony zdrowia. - Wiem, że zrobiliśmy, co tylko mogliśmy. Damian zawsze miał słabą odporność, więc już od początku, kiedy tylko dostał wysokiej gorączki prosiliśmy o pomoc lekarzy. W poniedziałek mąż zadzwonił na teleporadę, dostał leki przeciwzapalne, ale to były w zasadzie te same specyfiki, które brał wcześniej. We wtorek skontaktował się z inną lekarką, ale sytuacja z lekami typu ACC się powtórzyła. W środę mąż już czuł się bardzo źle, nie był w stanie wstać z łóżka i stwierdził, że chyba musimy zadzwonić na pogotowie. Okazało się, że jednak teraz nie jest tak łatwo uprosić się o karetkę, ekipa przyjechała dopiero po tym, jak zaczęłam krzyczeć do telefonu i pytać, czy mam pozwolić mężowi umrzeć - wspomina mama Franka."Kiedy z nim ostatni raz rozmawiałam przez telefon, absolutnie nie brzmiał, jakby miał za godzinę odejść"Kiedy w domu państwa Milewskich pojawiła się ekipa pogotowia, od razu było wiadomo, że sytuacja jest kiepska, radny miał bardzo słabą saturację. - Jak już zabrali Damiana do szpitala w Czerwonej Górze bardzo się uspokoiłam, byłam przekonana, że po walce o przyjęcie na oddział, teraz już musi być dobrze, że w szpitalu podadzą mu konkretne leki, a nie jakieś witaminy i mąż za kilka dni do nas wróci. Teraz wspominając te wydarzenia, analizując każdą chwilę, każdy sms od męża, mam wrażenie, że tam coś poszło nie tak. Damiana nie przyjęto na oddział covidowy, trafił na zwykłą salę chorych, potem dostał antybiotyk i wtedy zaczęliśmy prosić ozdrowieńców, żeby oddali dla niego osocze - wspomina pani pana Damiana wyjaśnia, że cały czas mocno wierzyła, że jej mąż pokona chorobę. - Kiedy z nim ostatni raz rozmawiałam przez telefon, absolutnie nie brzmiał, jakby miał za godzinę odejść. Jeszcze jak szedł spać, napisał mi SMS, że jest osocze i że będą mu je przetaczać - wspomina pani Kasia i dodaje, że za jakieś półtorej godziny otrzymała wiadomość ze szpitala, że jej mąż nie żyje, że miał zator płucny...."Był najlepszy ojcem na świecie, najwspanialszym mężem"Kobieta wyznaje, że czuje się, jakby utknęła w jakimś koszmarze. - Cały czas to wszystko do mnie nie dociera, najgorsze są poranki oraz wieczory, kiedy jest tak strasznie dużo czasu na myślenie...Przeraża mnie to, że Damian zostawił Frania, a był najlepszym ojcem na świecie - przysięgam. Opiekował się nim, robił z nim dosłownie wszystko i głęboko wierzę, że Franek go zapamięta. Damian był też najwspanialszy mężem, moją największą miłością. Wiem, że nikt nie będzie w stanie go zastąpić - wyznaje pani Katarzyna, po czym nie jest już w stanie wykrztusić z siebie słowa...Po chwili dodaje jednak, że początkowo myślała, żeby wyprowadzić się z nowego domu, bo na jego budowę zaciągnęli z mężem 400 tysięcy złotych kredytu. -Teraz jednak stwierdziłam, że muszę zrobić wszystko, żebyśmy tu zostali, bo Damian o tym domu marzył, tak bardzo cieszył się, kiedy w lutym się tutaj wprowadzaliśmy. Ostatnio w jego laptopie znalazłam dwie oferty ubezpieczeniowe, ale Damian nie podpisał żadnej z nich, nie zdążył...POMÓŻMYRodzina pana Damiana bardzo potrzebuje teraz wsparcia. Na portalu założono zbiórkę na którą można wpłacać pieniądze: KLIKNIJ LINKKoronawirus w regionie. Najważniejsze informacjePolecamy: Epidemia koronawirusa - raport minuta po minucie najnowszych informacji dotyczących wirusa w Polsce i na świeciePolecane ofertyMateriały promocyjne partnera
Fotolia "Dziękuję, że odszedłeś. Jaki miałabym z ciebie pożytek?" – napisała młoda mama. Koniecznie przeczytaj ten list! Zgadzasz się z jego przesłaniem? W serwisie opublikowano list samotnej mamy do mężczyzny, który zostawił ją jak tylko zaszła w ciążę. Nie znamy autorki listu ani jego źródła, jednak warto go przeczytać. Pod jej słowami mogłaby się podpisać niejedna mama samodzielnie wychowująca dziecko. Przeczytajcie go koniecznie i opowiedzcie nam wasze historie! "Do mężczyzny, który mnie zostawił..." "Do mężczyzny, który opuścił mnie od razu po tym, jak powiedziałam mu o ciąży, nie interesuje mnie, czy ten list ostatecznie do ciebie dotrze, czy nie, ale, tak czy siak, chcę ci podziękować. Po trzech latach związku naprawdę sądziłam, że jesteś tym jedynym, a nasza miłość przetrwa wszystko. Mieliśmy po 19 latach, gdy się pierwszy raz spotkaliśmy. Tak, to był szalony czas — życie uniwersyteckie, ciągłe imprezy, mnóstwo upojnych nocy. Czasem aż się dziwię, że przy naszej nieodpowiedzialności nie zaszłam w ciążę dużo wcześniej. Dzięki temu dużo szybciej poznałabym się na tobie. Wiem, że miałam wybór, ale postanowiłam urodzić. Pamiętam, jak w 6. miesiącu ciąży siedziałam sama w moim pokoju, myśląc o tym, jak bardzo cię nienawidzę za to, co mi zrobiłeś. Tak przy okazji, dobrze wiem, dlaczego nawet nie odwiedziłeś mnie w szpitalu po porodzie. Byłeś zbyt pijany po halloweenowej imprezie. Ty wybrałeś imprezy, alkohol, przelotne związki i kompletny brak odpowiedzialności. Ja musiałam szybko dorosnąć. Zostawiłam studia, wróciłam do domu rodzinnego, znalazłam pracę. Moje priorytety zupełnie się zmieniły. Mimo wszystko dziękuję ci za to, że wybrałeś odpowiedni moment, żeby odejść. Oboje wiemy, że prędzej czy później i tak byś to zrobił, a tak moja córeczka nie miała okazji poznać cię i cierpieć z powodu twojej nagłej nieobecności. Chcę ci podziękować za coś jeszcze... Dziękuję za to, że dzięki tobie odkryłam, że whisky z colą nie jest ani trochę tak smaczna jak naturalny sok. Dziękuję za to, że teraz wiem, że śmiech mojej córeczki jest bez porównania bardziej zajmujący niż głupie komentarze DJ na imprezie. Dziękuję za to, że zrozumiałam, że brudne pieluchy mojego dziecka są dużo lepsze niż budzenie się rano na kacu i we własnych wymiotach. Koniec końców... jaki pożytek miałybyśmy z córeczką z kogoś takiego jak ty w naszym życiu? Żaden". Napisanie takiego listu wymagało odwagi. Z pewnością wiele samotnych mam zgadza się z jego autorką – kiedy na świecie pojawia się dziecko, wszystko inne przestaje mieć znaczenie. Czasem nie jest łatwo, pojawiają się łzy, wątpliwości, złość i zmęczenie. Mimo to dziecko wynagradza wszystkie cierpienia. Jeśli byłyście w podobnej sytuacji, pomyślcie, że gdyby nie były mąż czy partner, na świecie nie pojawiłyby się wasze małe cuda. Czytaj także: "Nie róbcie ze mnie jednej matki, bo mam tylko jedno dziecko!" Źródło: Fotolia Karolina Klewaniec z bloga list do rodzica cukrzycowego „Przed Wami niejeden sprawdzian z cierpliwości i mocnych nerwów, wiele nieprzespanych nocy, wylanych łez. Musicie jednak chcieć się uczyć cukrzycy (i o cukrzycy), oraz dążyć do poszerzania horyzontów” – pisze Karolina, mama 5-letniego Franka, chorującego od 3 lat na cukrzycę typu 1. Karolina Klewaniec mówi o sobie, że jest szczęśliwą mamą cukrzycową – jej synek, Franek od 3 lat choruje na cukrzycę typu 1. Poza tym, że jest mamą, Karolina jest też edukatorem diabetologicznym, czyli stara się szerzyć wiedzę o cukrzycy typu 1 – najczęstszej chorobie przewlekłej naszych dzieci. Robi to na swoim blogu gdzie prezentuje nie tylko zdrowe przepisy dla diabetyków, ale też zamieszcza porady dla rodziców, jak w możliwie najlepszy sposób ułożyć sobie życie z cukrzycą dziecka. Jeden z ostatnich wpisów Karoliny na blogu to list do rodziców cukrzycowych, którzy dopiero niedawno dowiedzieli się o chorobie swojego dziecka. Za zgodą autorki zamieszczamy skrócony list także na naszym portalu: List do rodzica cukrzycowego, Rozpoczęcie tego "listu" od słów "wiem, co czujesz", byłoby banalne. Wokół Was jest wiele osób, które jak mantrę powtarzają: "to tylko cukrzyca!", "będzie dobrze", "musicie się tego nauczyć", "tego nie może jeść", "naucz się przeliczać wymienniki", "notuj", "a ja zrobiłabym to tak..." i tak dalej... Dlatego ja, mama 5-letniego cukrzyka, która żyje z cukrzycą od 3 lat, chcę Wam przekazać coś zupełnie innego. Nie będę pisała o tym, jak bardzo przeżyłam wiadomość o chorobie syna. Cukrzyca typu 1 i to, co działo się z moim dzieckiem, wpędziło mnie w depresję, odebrało radość życia. Nasze życie zmieniło się o 180 stopni. Na zawsze. Bez możliwości wypisania się z tej "zabawy". Wiecie o czym piszę, prawda? :) Nie wiem skąd wzięłam siłę, żeby się podnieść. Do głowy przychodzi mi jedyna odpowiedź: moje dziecko. To ono sprawiło, że znowu zaczęłam głębiej oddychać. Tak jak Wy, kocham je najbardziej na świecie i tylko to jest naprawdę ważne. Co do cukrzycy. Przed Wami (i nami... Fotolia Wzruszający list mamy cierpiącej na depresję poporodową „Przepraszam, że nie uśmiecham się tak często, jakbym chciała” – pisze mama do swojego synka. Zobacz, w jak przejmujący sposób można mówić o depresji poporodowej i jak wytłumaczyć ją nie tylko dziecku, ale też sobie. Depresja poporodowa objawia się długotrwałym przygnębieniem , niepokojem i zdenerwowaniem. Lęki , które odczuwa mama, są nieuzasadnione. Podjęcie każdej, nawet błahej decyzji, budzi wątpliwości. Kobieta uważa się za złą matkę, która nie jest w stanie opiekować się dzieckiem. Przeczytaj list, który napisała do swojego synka mama cierpiąca na depresję poporodową . Swoją chorobę nazywa „podróżą” i w czuły, przejmujący sposób pokazuje, jaki wpływ na nią i jej synka miała choroba. List mamy cierpiącej na depresję poporodową "Drogi synku, Po Twoich narodzinach, zdiagnozowano u mnie depresję poporodową i stany lękowe . Proszę, nigdy nie myśl, że to Twoja wina – w żadnym wypadku tak nie jest. Nie musisz czuć się winny. Właściwie, chciałabym Ci podziękować. Dziękuję, że to znosisz i jesteś tu ze mną. Przepraszam, że nie uśmiecham się tak często, jakbym chciała. Musisz jednak wiedzieć, że Twój uśmiech przynosi mi radość każdego dnia. Dziękuję za wszystko, czego mnie nauczyłeś. Możesz tego jeszcze nie wiedzieć, ale dałeś mi najwspanialsze lekcje w moim życiu. Jako Twoja mama, mogę sprawiać wrażenie, że wiem wszystko, ale chcę, żebyś wiedział – nie wiem. Ciągle się uczę, każdego dnia, w każdej chwili. To działa w dwie strony, sam zobaczysz, nauczę Cię wszystkiego, co umiem, ale proszę, Ty nie przestawaj uczyć mnie. (…) Dziękuję, że jesteś dla mnie taki cierpliwy. Tyle razy chciałam się bardziej zaangażować, jednak przez depresję, ciężko mi było zrobić kolejny krok. Zawsze będę Ci wdzięczna za Twoją cierpliwość . Pamiętaj zawsze, że Cię kocham, czasem potrzebuję tylko trochę czasu. Dziękuję, że jesteś taki zdecydowany. Gdyby nie Twoje zdecydowanie, gdybyś nie wiedział, czego chcesz, byłabym całkowicie bezradna. Zdarzało się, że nie miałam bladego pojęcia, co robić,... Fotolia List mamy: Do przyszłej nauczycielki w przedszkolu mojego dziecka Pierwszy dzień w przedszkolu to ogromne wyzwanie nie tylko dla malucha, ale także dla jego mamy. Znajdziecie w tym liście wszystkie emocje, które wam towarzyszą. Mia Carella, mama i pisarka, opublikowała w Internecie list, który zdobył nasze serca. Przeczytajcie go dokładnie – z pewnością rozumiecie jej obawy... List mamy do przyszłej nauczycielki w przedszkolu Droga Nauczycielko, Kiedy siedzę tutaj w sali przy liście niezbędnych zakupów, odliczam dni do końca wakacji i myślę o tobie. Moje "maleństwo" za kilka tygodni przekroczy próg tej sali. Idzie naprzód, do "dużej szkoły" (tak nazywa przedszkole ) i jest bardzo podekscytowana. Ja, szczerze mówiąc, jestem trochę smutna i przerażona. Pójście do przedszkola to ogromny kamień milowy. Chociaż jestem smutna, kiedy widzę, jak moja dziewczynka dorasta, jestem dumna i podekscytowana, że wkracza w nowy świat. Będzie uczestniczyć w zajęciach plastycznych i rytmice. Pozna nowych przyjaciół z okolicy, z którymi być może będzie się spotykać po zajęciach. Nabierze pewności siebie , będzie z siebie dumna, kiedy nauczy się rzeczy, które jej pokażesz. Te doświadczenia są bezcenne. Muszę jednak przyznać, że jestem przerażona. Czuję, jakby moje serce wyskakiwało z piersi i szło do tej "dużej szkoły", samotne i bezbronne. Co za żałosne uczucie! Boli mnie nawet myśl o tym. Wiem, że będziesz tam dla niej i dziękuję i za to. Przez to, że ja nie mogę, chciałabym, żebyś zwróciła uwagę na kilka rzeczy. Proszę, wiedz, że gdy ona mówi "proszę, pomóż tobie" ma na myśli "proszę, pomóż mi". Pracujemy nad tym. Proszę, nie bądź zaniepokojona, jeśli ona zwróci się do mnie albo do swojego taty po imieniu. Jesteśmy jej biologicznymi rodzicami , po prostu czasem tak mówi. Proszę, zaprowadź ją do łazienki, jeśli przez jaki czas nie będzie z niej korzystała. Nie chciałabym, żeby zdarzył jej się mały wypadek tylko dlatego, że była zbyt nieśmiała, żeby poprosić. Proszę, pamiętaj, że choć nie jest tak głośna jak inne... Jak pobrać i aktywować bon turystyczny: instrukcja rejestracji na PUE ZUS (krok po kroku) Ukraińskie imiona: męskie i żeńskie + tłumaczenie imion ukraińskich Mądre i piękne cytaty na urodziny – 22 sentencje urodzinowe Ile wypada dać na chrzciny w 2022 roku? – kwoty dla rodziny, chrzestnych i gości Gdzie nad morze z dzieckiem? TOP 10 sprawdzonych miejsc dla rodzin z maluchami Ospa u dziecka a wychodzenie na dwór: jak długo będziecie w domu? Czy podczas ospy można wychodzić? 5 dni opieki na dziecko – wszystko, co trzeba wiedzieć o nowym urlopie PESEL po 2000 - zasady jego ustalania Najczęściej nadawane hiszpańskie imiona - ich znaczenie oraz polskie odpowiedniki Gdzie można wykorzystać bon turystyczny – lista podmiotów + zmiany przepisów Urlop ojcowski 2022: ile dni, ile płatny, wniosek, dokumenty Przedmioty w 4 klasie – czego będzie uczyć się dziecko? 300 plus 2022 – dla kogo, kiedy składać wniosek? Co na komary dla niemowląt: co wolno stosować, czego unikać? Urwany kleszcz: czy usuwać główkę kleszcza, gdy dojdzie do jej oderwania? Bon turystyczny – atrakcje dla dzieci, za które można płacić bonem 300 plus dla zerówki w 2022 roku – czy Dobry Start obejmuje sześciolatki? Jak wygląda rekrutacja do liceum 2022/2023? Jak dostać się do dobrego liceum?
mąż zostawił mnie w ciąży