To niezwykłe zjawisko na niebie trzeba zobaczyć, ale uważajmy na nasze oczy. Milena Kochanowska. którą możemy kupić w sklepie z akcesoriami fotograficznymi. Jest ona bardzo tania, a
w ciĄgu dnia moŻemy zobaczyĆ sŁoŃce, ptaki, samoloty i chmury na niebie. W NOCY MOŻEMY ZOBACZYĆ KSIĘŻYC I WIELE GWIAZD ŚWIECĄCYCH NA NIEBIE. … GWIAZDY, PLANETY, METEORY I INNE ELEMENTY, TAKIE JAK KSIĘŻYC I KOMETY, NAZYWANE SĄ ASTROSAMI LUB CIAŁAMI NIEBIESKIMI.
Wspólne podziwianie cudów na niebie ma jeszcze tę zaletę, że świetnie wpływa na jakość rodzinnych relacji. To będzie wspólna rozrywka, której długo nie zapomnicie, a kto wie, może rozbudzisz w dziecku wielką pasję. Oto lista 8 najciekawszych obiektów letniego nieba, które można zobaczyć gołym okiem. 1. Księżyc.
Co i kiedy możemy obserwować na niebie? Każdy entuzjasta astronomii z pewnością słyszał o Roju Drakonidów. W tym roku szczyt Drakonidów przypada na noc z 8 na 9 października.
Gdzie jest teraz Mars na niebie? Jak znaleźć Marsa na niebie 2022? Mars widoczny jest w drugiej połowie nocy, dążąc do swojej opozycji (8 grudnia) względem Słońca, wtedy też będzie widoczny przez całą zimową noc. Jowisza i Saturna, gazowe olbrzymy, możemy obserwować od wieczora na wschodnim niebie, przez całą noc.
Żeby zobaczyć Perseidy, trzeba patrzeć wysoko. Najwięcej świetlistych smug będzie widocznych na północno-wschodnim niebie. Inna nazwa Perseidów to "łzy Świętego Wawrzyńca". Związane jest to z jego męczeńską śmiercią 10 sierpnia 258 roku. Legendy głoszą, że w noc, kiedy zginął na rozżarzonych kratach, niebo zalały Perseidy.
. „I oto wyszliśmy znów zobaczyć gwiazdy" - pisał Dante. A żeby ujrzeć ich jasność potrzebna jest... ciemność. Sprzęt to sprawa drugorzędna. Niecodzienna conocność Nikt nie spodziewał się postoju. Od paru godzin tłukliśmy się asfaltowymi zawijasami, ale według słów kierowcy do Katmandu była jeszcze godzina jazdy. Kazali wysiąść i czekać. Na zewnątrz duchota i spaliny, klaksony i ta przytłaczająca ciemność. Zrezygnowany siadłem na poboczu, oczy powędrowały w górę. Niebo, tak jak dźwięki i zapachy, też było tu inne. Wielka Niedźwiedzica chowała ogon za północnym horyzontem, Gwiazda Polarna wisiała nisko nad nim. Za plecami miałem kawałek nieba, którego w Polsce po prostu nie widać. Gwiazdozbiory, których nie potrafiłem nazwać. Tam, w sąsiedztwie zwrotnika, dawało się podejrzeć to, co dla południowej półkuli jest codziennością. A może raczej conocnością. Trzeba było Nepalu, bym na niebo spojrzał z rozmysłem. Wcześniej też lubiłem się gapić na gwiazdy, ale raczej w bezrefleksyjnym zachwycie. Zwykle w sierpniu. Na Warmii noce stają się już wtedy chłodne. Zakładało się więc polar, brało coś do kieszeni na rozgrzewkę. Czas wymykał się wtedy spod kontroli, perseidy szły w sześćdziesiątki, a do domu wyganiał dopiero świt. Sierpień to chyba ulubiony miesiąc miłośników astronomii. Bo nie dość, że najsłynniejszy rój meteorów, to jeszcze pogoda sprzyja obserwacjom. I wreszcie zapada noc. Bo w lipcu jest jednak za jasno. O wczesnoletnich nocach mówią „białe”, bo Słońce ledwie tylko chowa się pod horyzont. Po astronomicznym zmierzchu następuje od razu świt. Puryści mówią, że noc nastaje dopiero wtedy, gdy środek słonecznej tarczy przetoczy się poniżej 18 stopnia. Przez co patrzeć Tak naprawdę wszyscy jesteśmy astronomami. Podstawy wynosimy ze szkolnej geografii. Na przykład to, w jaki sposób porusza się Ziemia. Mateusz Borkowicz, astronom z Centrum Nauki Kopernik, tłumaczy: – My, jako Ziemia, twarzą jesteśmy zawsze zwróceni w stronę Słońca. I kiedy wokół niego wędrujemy, za plecami mamy ciągle inny widok. Ta tylna część, czyli noc na Ziemi, z biegiem miesięcy zwraca się w stronę innej części nieba. Z dnia na dzień tej różnicy nie widać, ale po pół roku patrzymy już na przeciwną stronę nieba. Nieuzbrojone oczy to pierwszy przyrząd do obserwacji, choć zwykle o tym zapominamy. Dopiero później, gdy uświadamiamy sobie, że zerkamy na nie częściej niż inni, stajemy przed dylematem: czym je wzmocnić. Wybór pada zwykle na teleskop, ale jeśli pytać osób już w astronomię wkręconych, odpowiedź brzmi: kup wpierw lornetkę. – Chodzi o to, by oswoić się z obserwacjami. Rozeznać na niebie, sprawdzić nowe hobby. Lornetka daje większą swobodę obserwacji, bo patrzeć można przez nią na wszystko, byle nie na Słońce – Mateusz Borkowicz z CNK jest tego samego zdania. – Ale lornetka lornetce nierówna. Te do zastosowań astronomicznych mają zwykle duże obiektywy, o średnicy nawet 70 mm. Właściwie nie powiększają, ale bardzo wspomagają oczy. Pole widzenia jest w nich szerokie, łapie się w nie dużo światła. Zwykle są też ciężkie, bo lornetka musi swoje ważyć, żeby ustabilizować ręce. Teleskop nie jest tak poręczny. I trzeba się zastanowić, na co chcemy patrzeć. Zasada jest prosta: im większe powiększenie, tym mniej łapanego światła. A to rodzi konsekwencje. – Typowy teleskop soczewkowy, tzw. refraktor, służy raczej do obserwacji planet i Księżyca, które są jasne. Ma duże powiększenie, ale małą światłosiłę. Teleskop zwierciadlany typu Newton ma duże lustro, zbierze więcej światła niż soczewkowy. Będziemy przez niego patrzeć raczej na mgławice, galaktyki, gromady gwiazd. Ważniejsza od sprzętu jest ciemność. Nie trzeba po nią jechać aż do Nepalu. Wystarczą Bieszczady czy Mazury, a czasem i kilka kilometrów za miastem. Wyskakując z jasnego wnętrza pod rozgwieżdżone niebo początkowo zobaczymy niewiele. Trzeba poczekać nawet 15–20 min, by przyzwyczaić wzrok. A najkrótszy rzut oka na rozświetlony ekran telefonu psuje cały wysiłek. Oko znów staje się wobec ciemności bezradne. Ratunkiem może być czerwony filtr na latarkę czy telefon. Albo tryb nocny dostępny w większości smartfonów. Na co patrzeć Zacznijmy od określenia stron świata. – Najlepiej metodą na Gwiazdę Polarną – tłumaczy Borkowicz. – Szukamy Wielkiego Wozu, czyli zadniej części Wielkiej Niedźwiedzicy. Tylną ściankę tego wozu przedłużamy pięciokrotnie. Na końcu tego odcinka spotkamy w miarę jasną gwiazdę, koniec dyszla Małego Wozu. To Gwiazda Polarna, pod nią zawsze będzie północ. A co dalej? – Księżyc oglądany gołym okiem nadaje się tylko na randki. Uzbrojonym – zależy od pory – mówi ekspert. – Ważne, żeby unikać pełni. Utrudnia wtedy obserwację reszty nieba, a sam nie wygląda zbyt efektownie. Oświetlony jest wówczas z góry, a jego kratery nie są tak wyraźne. Co innego, gdy znajduje się bliżej nowiu, a Słońce oświetla go z boku. Planety? – Choćby Mars. Czerwony punkt, ale to tylko złudzenie wynikające z konstrukcji naszej atmosfery. W rzeczywistości Mars jest pomarańczowy. Łatwo go zobaczyć nawet w Warszawie. Planetę trudno pomylić z gwiazdą. Te ostatnie są bardzo daleko, a ich światło ulega turbulencjom w ziemskiej atmosferze i migocze. Jeśli ta kropka na niebie nie mruga, jest planetą. Gwiazdy? Nie ma sensu, w obiektywie amatora pozostaną kropkami. Co innego mgławice. Choćby ta w widocznym zimą gwiazdozbiorze Oriona. Wygląda jak szara mgiełka. – Niektórzy się dziwią, że obrazy nieba nie są kolorowe – mówi astronom. – Nawet jeśli patrzymy na mgławicę przez duży teleskop, nie widzimy kolorów. To wina naszych oczu. Ale już zrobione tej samej mgławicy zdjęcie będzie barwne. Ludzie są przyzwyczajeni do takich zdjęć z teleskopu Hubble’a, a potem samemu widzą to wszystko na szaro i przeżywają zawód. Nie zawód, a niespodziankę przeżyjemy z kolei, patrząc na obiekty wykonane ludzką ręką. Śledząc astronomiczny internet ( jesteśmy w stanie przewidzieć przeloty Międzynarodowej Stacji Kosmicznej lub rozbłyski luster komunikacyjnych satelitów Iridium. A potem, kiedy już zobaczymy przecinającą niebo jasną kropkę ISS, pozostanie nam zanucić za Davidem Bowiem: „Ziemia do majora Toma! Czy mnie słyszysz? Majorze Tom?”. 3 PORADY DLA OBSERWATORÓW NIEBA 1. Podstawa to ubranie adekwatne do nocnych temperatur. Nawet najpiękniejszy widok szybko nam zbrzydnie, jeśli zmarzniemy. 2. Przyda się obrotowa mapa nieba lub aplikacja z mapą wirtualną (np. Stellarium). Dzięki nim przed rozpoczęciem obserwacji uzmysłowimy sobie, jakich obiektów szukać. 3. Nie kieruj teleskopu czy lornetki w stronę Słońca! Służą do tego specjalne filtry umieszczane na obiektywie, a nie bezpośrednio przed oczami obserwującego. Adam Robiński
Takiego zjawiska jeszcze nie widzieliśmy! Mieszkańcy europejskich miasteczek dostrzegli na niebie przerażający widok. Kula ognia przeleciała nad budynkami. Ostatnio mieszkańcy jednego z europejskich krajów mogli zobaczyć niezwykłe, wręcz przerażające zjawisko na niebie. Okazuje się bowiem, że nad Portugalią, a dokładnie w okolicach Lizbony i Setubal, przeleciała niezidentyfikowana kula ognia. Cały incydent został nagrany przez świadków zdarzenia, a na poniższym wideo możemy dokładnie zobaczyć, jak wyglądało zjawisko. Trzeba przyznać, że zrobiło na nas ogromne także: Pełnia Księżyca może być bardzo niebezpieczna dla ludzi i zwierząt. Sprawdź, co może się wydarzyć!Kula ognia przeleciała nad Portugalią. Zobacz nagranie tego zjawiskaCały incydent wraz ze szczegółami został opisany przez American Meteor Society. Według oficjalnych informacji podanych przez stowarzyszenie, zjawisko zostało zaobserwowane przez świadków z Lizbony i Setubal. Sądząc po tych zeznaniach, prawdopodobnie była to mała asteroida, która weszła w ziemską atmosferę i zmieniła się w kulę ognia. Zjawisko zostało zauważone przez mieszkańców Portugalii 28 kwietnia około godziny 4:47 rano. Obiekt, w przeciwieństwie do innych obiektów kosmicznych, był widoczny na niebie przez około minutę, w związku z czym nie leciał z prędkością światła. Na filmiku widzimy jak kula ognia przelatuje nad budynkami. To piękne, ale jednocześnie przerażające zjawisko. Zobaczcie sami! Zobacz także: Nowa mapa Księżyca wygląda niesamowicie! W takiej wersji jeszcze go nie widzieliście! W dzisiejszych czasach jedyne podróże, jakie możemy odbyć, to te palcem po mapie. Alternatywą mogą być... seriale idealne dla tych, którzy tęsknią za wycieczkami!
Wcale nie trzeba mieć drogiego teleskopu, żeby zachwycać się nocnym niebem. Wcale nie trzeba mieć doktoratu z astronomii, żeby wiedzieć, co się na nim dzieje. Lato to doskonały czas, żeby zacząć amatorskie obserwacje. Nie tylko gwiazd czy planet, ale także chmur. Kilka dni temu jak na dłoni widać było Jowisza i Saturna. Wystarczyło wiedzieć, gdzie ich szukać. Jest wiele aplikacji, które pomagają w nawigowaniu po nocnym niebie. Jeżeli ktoś nie chce instalować specjalnych programów (zwykle zresztą darmowych), bez trudu znajdzie informacje o rozmieszczeniu obiektów na niebie w internecie. Często wystarczy podać miejsce przebywania i datę, by dostać – godzina po godzinie – obraz tego, co możemy zobaczyć. Kometa Oczywiście jeżeli wzmocnimy oczy, nagle otwiera się cały szereg możliwości. I nie trzeba inwestować w drogi teleskop. Na wstępie wystarczy lornetka. Dzięki niej można się zachwycać powierzchnią Księżyca. Widać ją doskonale także gołym okiem, ale uzbrojeni w lornetkę odkryjemy Księżyc, jakiego nie znamy. Dzięki temu sprzętowi jesteśmy w stanie dostrzec znacznie więcej. Na przykład księżyce Jowisza. Tych jest około 80, ale największe cztery – tak zwane galileuszowe, bo odkryte przez tego włoskiego uczonego – widać wyraźnie. Przez lornetkę dostrzeżemy też sąsiednią galaktykę, Andromedę; przy dobrych warunkach widać ją nawet gołym okiem. No i komety. Tylko w tym roku było ich już kilka. A ostatnia z nich – Neowise –wciąż jest widoczna gołym okiem. Na przełomie pierwszego i drugiego tygodnia lipca tuż przed wschodem słońca i po zachodzie była tak wyraźna, że bardzo trudno ją było przeoczyć. Jowisz, Saturn, kometa – to wszystko można było oglądać w lipcu. A oprócz tego – tradycyjna atrakcja tego miesiąca. Obłoki srebrzyste. Czyli najwyżej „powieszone” chmury w naszej atmosferze. Są tak wysoko, że mówienie o nich w sąsiedztwie opowiadania o obserwacjach astronomicznych nie jest wykroczeniem. Znajdują się mezosferze, czyli na wysokości do 90 km nad naszymi głowami. Dla porównania: „zwykłe” chmury sięgają wysokości kilku kilometrów, a szczyty chmur burzowych – kilkunastu kilometrów. Mezosfera to granica pomiędzy ziemską atmosferą a kosmosem. Z powierzchni Ziemi obłoki srebrzyste wyglądają jak bardzo subtelna mgiełka (zdjęcie powyżej). I rzeczywiście z rzadką mgłą mają wiele wspólnego. Są zbudowane z ogromnej ilości maleńkich kryształków lodu. Zdjęcia wspomnianej komety Neowise przebijającej się przez obłoki srebrzyste są niesamowite. ObłokiObłoki srebrzyste widać około północy. Niebo jest już wtedy ciemne, ale Słońce, które w czasie przesilenia letniego znajduje się płytko poniżej linii horyzontu, oświetla obiekty znajdujące się w wysokich partiach atmosfery. Na przykład ogromne chmury maleńkich kryształków lodu. Te na tle ciemnogranatowego nieba srebrzą się. Owe kryształki są niezwykle małe, ich wielkość nie przekracza milionowych części milimetra. Ale jest ich tak dużo, że skutecznie odbijają światło słoneczne w kierunku Ziemi. Nie świecą własnym światłem. To, co widzimy, to Słońce odbite w miliardach, bilionach małych lusterek zawieszonych gdzieś wysoko, na granicy badaczy z Uniwersytetu w Hampton zjawisko srebrzących się obłoków występuje coraz częściej. Co ciekawe, według naukowców wiąże się to ze spadkiem temperatury na szczycie mezosfery, w której powstaje zjawisko. Być może ma to jakiś związek z aktywnością Słońca? Jest ono źródłem nie tylko światła, ale także naładowanych elektrycznie cząstek, które z dużą prędkością poruszają się w przestrzeni kosmicznej. Co prawda przeważająca ich większość zostaje zatrzymana przez ziemskie pole magnetyczne, jednak niewielka część przedostaje się do atmo- sfery. Tam zderzają się z cząstkami budującymi naszą atmo- sferę i zwalniają, rozbijają się i odbijają jak kula bilardowa. W wyższych partiach atmo- sfery w wyniku tego zjawiska mogą powstawać chmury. Intuicja podpowiada, że im większa aktywność Słońca, tym więcej powinno pojawiać się obłoków. Intuicja może jednak zawodzić. Wydaje się, że powstawanie obłoków srebrzystych ma związek z niską temperaturą wysokich warstw atmosfery. Niższa temperatura pojawia się, gdy aktywność Słońca aktywności Słońca to niejedyna hipoteza, którą próbuje się wyjaśnić coraz częściej pojawiające się obłoki srebrzyste. Możliwe bowiem, że kryształki tworzą się nie wokół cząstek, ale drobniutkiego kosmicznego pyłu, mikrometeo- roidów, który w ogromnych ilościach cały czas wpada w naszą atmosferę. Jest też możliwe, że obłoki tworzą się coraz częściej z powodu zanieczyszczenia atmosfery pyłami oraz z powodu ocieplenia klimatu. Pisali o tym kilka lat temu niemieccy fizycy atmosfery w publikacji w „Geophysical Review Letters”. Naukowcy uważają, że większa emisja metanu (a ta wiąże się z rozwojem rolnictwa) powoduje zwiększenie wilgotności wysokich partii atmosfery. Im więcej pary wodnej, tym więcej kryształków lodu i tym więcej obłoków z tych hipotez jest prawdziwa? Cząstki z kosmosu? Aktywność Słońca? Kosmiczny pył czy metan i ocieplenie? Trudno powiedzieć. Być może każdy z tych efektów ma swój udział w tym procesie. Faktem jest, że chociaż istnieje bardzo dużo opisów chmur z przeszłości, dopiero pod koniec XIX wieku pojawiła się pierwsza wzmianka o obłokach srebrzystych. Czy to możliwe, że wcześniej ludzie ich nie zauważali, mimo że są wyjątkowe i zupełnie inne niż znane nam chmury? To dość mało prawdopodobne. Pierwszą obserwację wiązano z wyjątkowo silną erupcją wulkanu Krakatau w 1883 roku. Wulkan wyrzucił do atmosfery ogromne ilości pyłu. Przez wiele miesięcy na północnej półkuli niebo podczas zachodu Słońca stawało się z jego powodu czerwone. Ten wulkaniczny pył musiał trafić także w bardzo wysokie warstwy atmosfery. Już wcześniej podejrzewano, że zapylenie ma jakiś związek z powstawaniem chmur, więc i tym razem uznano, że nowy rodzaj obłoków to wynik wybuchu wulkanu. Tyle tylko, że po miesiącach pyły opadły, a obłoki srebrzyste zostały. I pojawiają się coraz tylko zresztą one. Także chmury, które możemy obserwować w ciągu dnia, w niektórych częściach świata pojawiają się coraz częściej. Niektóre z nich także zbudowane są z kryształków lodu, ale znajdują się znacznie niżej niż obłoki srebrzyste. Wszystkie chmury składają się z wody, która wyparowała z powierzchni Ziemi i – z racji spadającej wraz z wysokością temperatury – porzuciła swój stan gazowy. Pary wodnej nie widać. Ale gdy ulegnie skropleniu albo zamarznięciu, sytuacja się zmienia i woda zaczyna być widoczna. Z tego można by wyciągnąć wniosek, że w zasadzie każda chmura jest taka sama. Nic bardziej błędnego. Każda jest inna. Ciśnienie, temperatura, wilgotność, prędkość wiatru i zmiany każdego z tych parametrów w czasie powodują, że obserwowanie chmur wręcz każdy ma warunki do obserwacji gwiazd czy planet. Czasami mieszkamy w miejscach bardzo zanieczyszczonych światłem. Każdy ma jednak warunki do obserwacji chmur w ciągu dnia. Jedne są wysokie, inne niskie. Mogą być kłębiaste, pierzaste albo warstwowe. W pewnym sensie związany z kształtem jest podział chmur na takie, które rozciągają się w poziomie (stratusy), i takie, które są pionowe (cumulonimbusy).Z powierzchni Ziemi nie widać, czy konkretną chmurę tworzą kropelki wody, kryształki lodu czy też chmura, którą obserwujemy, jest mieszana. Ale możemy – obserwując to zjawisko – spoglądać na zegarek. Cumulusy żyją krótko, kilkadziesiąt minut. Inne chmury wydają się wieczne. Jedne szybko się przemieszczają, inne raczej stoją w miejscu, a jeszcze inne wydają się wzlatywać do góry. Kłęby skroplonej (lub zamarzniętej) pary poruszają się na skutek konwekcji, turbulencji i tzw. wślizgu. Ciepłe powietrze wznosi się ku górze i tam, w niższej temperaturze, skrapla się niesiona przez nie para wodna. Tak powstają cumulusy i ich kłębowate kształty. No i ostatni podział, ze względu na wysokość nad głową. Najniżej zawieszone są ciężkie stratusy. Mogą się poruszać zaledwie 100 m nad naszymi głowami. Gdy przepływają przez środek miasta, nie widać szczytów wieżowców. Wysoko, czasami ponad 10 km nad nami, są przypominające rozsypane pierze cirrusy. No i obłoki srebrzyste. Ale od nich zacząłem ten artykuł.•
Nie ma teleskopu, nie ma zabawy? Nie posiadam ani drogiego, ani taniego teleskopu. Czy jeżeli chciałbym zabrać się za obserwacje nocnego nieba, to powinienem zacząć od oszczędzania, po to żebym następnie mógł udać się do sklepu i w końcu zainwestować w odpowiedni sprzęt? Najlepiej żeby miał jeszcze system sterowania GOTO, który wykona za mnie większość pracy, tzn. automatycznie ustawi się tak, żebym mógł zobaczyć interesujący mnie obiekt. Czy tak powinien wyglądać początek związany z obserwacjami nocnego nieba? Na szczęście nie! Obrotowa mapa nieba Z tego co się dowiedziałem, powyższy opis jest dokładnie tym, czego nie powinniśmy robić. Przygodę ze spoglądaniem w gwiazdy można zacząć od obserwacji gołym okiem. Zakup teleskopu na samym początku jest traktowany jako… błąd. Właściwie to wszyscy doradzają, że znacznie lepiej jest uzbroić się w odrobinę wiedzy, cierpliwości i np. obrotową mapę nieba, która nie jest drogim, nowoczesnym, zaawansowanym technologicznie bajerem – wręcz przeciwnie, to bardzo proste narzędzie. Taka obrotowa mapa nieba składa się z podstawy oraz nakładki. Z tyłu mojego egzemplarza widnieją informacje na ten temat. „Podstawa zawiera mapkę gwiazd widocznych w Polsce gołym okiem i niektóre obiekty mgławicowe. Drogę Mleczną zaznaczono jaśniejszym tłem, a gwiazdozbiory liniami łączącymi poszczególne gwiazdy...”. „Nakładka (częściowo przeźroczysta) odsłania fragment mapy, który odpowiada obrazowi całego nieba widocznego w danej chwili nad Polską. Owal na nakładce odwzorowuje linię horyzontu dla szerokości geograficznej 52°, a liczby wokół nakładki – godziny w czasie miejscowym.”. Mamy więc wyraźną granicę tego co widzimy, która symbolizuje horyzont. Musimy jeszcze zadbać o to, żeby nasze narzędzie wskazywało wycinek nieba, pokrywający się z rzeczywistością w danej chwili. W tym celu musimy kręcić tarczami i dopasować ich wartości tak, żeby się odpowiednio pokrywały. Przykładowo, jeśli jest 25 lipca o godzinie 23:00, to ustawiam swoją mapę w taki sposób: Trzeba też pamiętać o niezbędnych poprawkach. Niestety nasza tarcza nie ma przełączanych trybów między czasem letnim a zimowym, więc jeśli akurat obowiązuje czas letni, wtedy musimy pamiętać o odjęciu jednej godziny (czyli na mapie ustawimy np. 21:00 zamiast tego co widać na powyższym zdjęciu). Wyjaśnienie tego jak korzystać z naszej obrotowej mapy nieba, tak czy inaczej powinno znajdować się na jej odwrocie. U mnie skrócony opis mówi o tym, że należy: - odszukać datę obserwacji na obwodzie mapy - odszukać godzinę obserwacji na nakładce - obracając nakładkę, zestawić godzinę z datą - zorientować mapę według stron świata Dzięki temu będziemy mogli nauczyć się identyfikować widoczne na niebie gwiazdozbiory, które będą dla nas widoczne gołym okiem. Nie ma potrzeby na teleskop (to powinien być późniejszy etap naszych obserwacji). A nie da się tego robić normalnie… aplikacją? Oczywiście każdy kto chciałby zautomatyzować procesy związane z identyfikacją tego co znajduje się na niebie, może zdecydować się na uniwersalne rozwiązanie naszych czasów, czyli na aplikacje. To chyba dobry moment, żeby wspomnieć o pewnym smaczku związanym z nocnymi obserwacjami nieba. Najlepiej, aby nasze oczy mogły się przyzwyczaić do ciemności, co może im zająć nawet godzinę (chodzi o maksymalne dostosowanie). Proces ten nie należy do „uczciwych”, ponieważ w drugą stronę działa to znacznie szybciej – wystarczy chwila, aby nasze źrenice dostosowały się do dobrze oświetlonego środowiska. Mówię o tym dlatego, że jeśli już zadamy sobie sporo trudu na udanie się na jakieś odludzie, po to żeby w okolicy było możliwie najmniej światła, a potem wyjmiemy z kieszeni smartfona i zaczniemy się w niego wpatrywać… no… to może się mijać z celem. Po prostu warto pamiętać, że jesteśmy w stanie zobaczyć więcej, wtedy gdy nasze oczy są przyzwyczajone do ciemności (do bardziej rozszerzonej źrenicy wpadnie więcej światła). Pomocne mogą się okazać np. aplikacje, które filtrują wyświetlany obraz na czerwono. Inna sprawa, że same aplikacje do oglądania nieba mogą już posiadać taki tryb, na który sobie po prostu przełączymy. Sky Map Sky Map uwzględnia nasze dokładne położenie w celu ukazania dynamicznie zmieniającej się mapy nieba (podąża za ruchem telefonu). Co tu dużo mówić? Jest to bardzo wygodne i nie wymaga przesadnie dużego zaangażowania z naszej strony, bo… wystarczy odpalić i cieszyć się mapą nieba. Jeżeli szukamy np. planety Mars i nie chcemy się za nią nerwowo rozglądać, wtedy po prostu korzystamy z wyszukiwarki u góry ekranu. Wpisujemy nazwę interesującego nas obiektu, po czym dostajemy wskazówki (strzałkę) o tym, w którym kierunku powinniśmy patrzyć. Tak jak już mówiłem, jest to wygodne. Tryb czerwonego wyświetlacza jest tu w standardzie, a po lewej mamy legendę, dzięki której włączymy lub wyłączymy określone rodzaje obiektów. Jeśli nam na tym zależy, możemy również podróżować w czasie (np. oglądać stan rzeczy sprzed tygodnia). Sky Map w Google Play Heavens-Above Podobnych aplikacji jest oczywiście całe mnóstwo. Myślę, że warto wspomnieć jeszcze o Heavens-Above, która poinformuje nas o tym, jaka satelita przelatuje nad naszymi głowami, pomoże zidentyfikować przelot Międzynarodowej Stacji Kosmicznej, albo np. flary Iridium, czyli kilkusekundowe rozbłyski, które są wynikiem odbicia promieni słonecznych od anten tych satelitów. Heavens-Above w Google Play Co fajnego można zaobserwować gołym okiem na letnim niebie? Rozpoznawanie gwiazdozbiorów na niebie może być fajne, ale to nie wszystko co letni nieboskłon ma nam do zaoferowania. Łzy św. Wawrzyńca Wyjątkowo regularny rój meteorów określany jako Perseidy, to właśnie taka wakacyjna atrakcja, która występuje mniej więcej od połowy lipca, prawie do ostatnich dni sierpnia. Najwięcej materii skalnej wpadającej do naszej atmosfery można zaobserwować w dniach 12 – 13 sierpnia. Jest to wynik przelatywania pewnej komety (109P/Swift-Tuttle), która odwiedza nasze okolice co 133 lata i zostawia po sobie dużo cząstek. Zgodnie z trendem tego artykułu, do obserwacji nie będzie nam potrzebny ani teleskop, ani lornetka. Wystarczy udać się w lokalizację o dość odsłoniętym horyzoncie, w której także nie doświadczymy dużego zanieczyszczenia sztucznym światłem – po prostu tak będzie najlepiej dla naszych obserwacji, ale nie jest to „deal breaker”. Następnie wystarczy skierować wzrok w kierunku Gwiazdozbioru Perseusza i cieszyć się widowiskiem. Obłoki srebrzyste W Polsce od końca maja do końca sierpnia można podjąć się obserwacji tzw. obłoków srebrzystych. Zjawisko to występuje na wysokości ok. 80 km w mezosferze, gdzie pył pochodzenia kosmicznego w połączeniu z ziemską parą wodną, przyczynia się do odbijania światła słonecznego. Dzięki temu można dostrzec nietypowe obłoki, które wydają się być srebrzyste. Żeby zobaczyć te kryształki lodu w akcji, trzeba ich wypatrywać po zachodzie Słońca, a największe szanse na ich zobaczenie są nad morzem. Niestety, nigdy nie ma gwarancji, że akurat będziemy ich naocznymi świadkami. Zaćmienie Słońca Spędzasz wakacje w USA? Super! Jeśli będziesz tam w dniu 21 sierpnia tego roku, będziesz miał niezwykłą okazję do zaobserwowania pełnego zaćmienia Słońca. W związku z tym, że nasza planeta, jej księżyc oraz tutejsza gwiazda ustawią się w linii prostej, nastanie ciemność, i to w środku dnia! Niestety mieszkańcy Polski tego nie doświadczą. Będzie to dane wyłącznie ludziom znajdującym się w stanach: Oregon, Idaho, Wyoming, Nebraska, Missouri, Illinois, Kentucky, Tennessee, North Carolina, South Carolina. Z innych miejsc na Ziemi może to być co najwyżej częściowe zaćmienie. Solar eclipse of August 21, 2017
Zjawiska astronomiczne są chętnie obserwowane przez ludzi na całym świecie. Czasem trzeba pojechać na wycieczkę, by były dobrze widoczne, lecz zawsze warto to zrobić. Jakie atrakcje na nocnym niebie czekają nas w tym roku? 5 z nich możemy bez problemu dosZjawiska widoczne na nocnym niebie cieszą się coraz większą popularnością, za sprawą dostępu do wielu informacji i sprzętu do obserwacji. W tym roku wiele będzie się działo, a my wybraliśmy 5 kosmicznych spektakli, które będą widoczne dla obserwatorów z zjawiska, które zobaczymy w tym rokuPierwsza okazja do podziwiania ciał niebieskich czeka nas już 11 lutego. Trzeba będzie wstać jeszcze przed wschodem Słońca, ponieważ Jowisz, Wenus, a także w nieco większej odległości Saturn, znajdą się tuż nad horyzontem. Planety będą najlepiej widoczne poza miastem, w takim miejscu, jak pola i łąki. Warto zabrać teleskop lub dobrą lornetkę, ponieważ wschodzące Słońce zacznie rozjaśniać niebo, przyćmiewając blask innych ciał niebieskich. Fot. Koniunkcja Jowisza i Saturna w grudniu 2020 r. / B. LouisJuż miesiąc później, między 9 a 10 marca, na nocnym niebie będą widoczne trzy planety i księżyc niemal w jednym miejscu. W jednej linii ustawią się Merkury, Jowisz i Saturn, z Księżycem przesuwającym się w pobliżu. Wszystkie punkty będą widoczne gołym okiem, a posiadacze lornetek dostrzegą nawet jeden z księżyców Jowisza. Nasz sąsiad będzie najsłabiej widoczny, ponieważ jest znacznie mniejszy od pozostałym planet. W obserwacji pomoże ciemne niebo z dala od sierpniu tradycyjnie będziemy mieli szansę zobaczyć "spadające gwiazdy", czyli rój Perseidów. Ziemia wpada wtedy w chmurę kosmicznego gruzu z ogona komety Swift–Tuttle, które spalają się w atmosferze tworząc piękne efekty świetlne. Najlepiej polować na nie między 12 a 13 sierpnia, ponieważ tej nocy częstotliwość "spadania gwiazd" będzie wynosić ok 60 na Perseidy/ MininPo Perseidach przyjdzie czas na Drakonidy. 8 października czeka nas kolejny spektakl z udziałem okruchów skalnych. Meteory pochodzące z ogona komety 21P/Giacobini-Zinner będą się spalać w naszej atmosferze tuż po zachodzie Słońca. Najlepszy moment do ich obserwacji potrwa do północy i pozwoli zobaczyć ok. 10-15 "spadających gwiazd" na listopada będziemy mieli szansę zobaczyć niemal całkowite zaćmienie Księżyca. Jeśli pogoda dopisze, nasz naturalny satelita pokaże się w niecodziennej odsłonie. Cień Ziemi ma go przesłonić w 95 proc., co z punktu widzenia obserwatora będzie wyglądało, jakby zniknął. Istnieje mała szansa, że srebrny glob wyłaniający się z cienia przybierze lekko czerwoną barwę. Do obserwacji wszystkich zjawisk zalecamy wyjazd daleko poza miasto, ponieważ zanieczyszczenie światłem znacznie ogranicza widoczność gwiazd i innych obiektów na Częściowe zaćmienie księżyca/ WahlSpotkała Cię niecodzienna sytuacja na wycieczce? Prowadzisz hotel lub pensjonat i chcesz podzielić się z nami swoimi spostrzeżeniami lub historiami? A może chcesz skontaktować się z nami w innej sprawie związanej z turystyką? Zapraszamy do wysyłania wiadomości na adres redakcja@ National Geographic
co możemy zobaczyć na niebie