Kościół według charyzmatyków. Tadeusz Matuszkiewicz. W ostatnich dekadach możemy zaobserwować zjawisko pentekostalizacji chrześcijaństwa, polegające na dynamicznym rozwoju wspólnot chrześcijaństwa charyzmatycznego. Proces ten odnosi się nie tylko do wspólnot zielonoświątkowych, ale również to transformacji dokonującej się w
W niedzielę (19 listopada) w całym Kościele katolickim obchodzony jest VII Światowy Dzień Ubogich. Hasłem tegorocznych obchodów jest cytat ze starotestamentowej 14 listopada 2023, 15:26
pół-żałoba, charakteryzująca się nie czarnymi, a szarymi strojami. Po dziadkach, a także po stracie rodzeństwa żałoba trwa pół roku, natomiast po dalszych krewnych - trzy miesiące. 3. Etapy żałoby 3.1. Szok i negacja. Informacja o śmierci jest zawsze zaskoczeniem, nawet w sytuacjach, kiedy można przewidzieć postęp choroby.
W niedzielę w Kościele katolickim obchodzone jest święto Wszystkich Świętych. Tradycyjnie tego dnia wspominamy swoich zmarłych bliskich. W tym roku święto będzie wyglądać inaczej ze
Grzegorza Rysia. Książka ta jest przełomową pracą w polskiej historiografii i teologii. Rzetelna analiza źródeł historycznych doprowadziła autora do zupełnie nowych, odbiegających od powszechnie przyjętej wersji, wniosków na temat genezy, dziejów i znaczenia celibatu w Kościele Katolickim. Ks.
Z Wikipedii, wolnej encyklopedii. z ołtarza w Landau z 1511 roku. Uroczystość Wszystkich Świętych ( łac. Sollemnitas Omnium Sanctorum) – w Kościele katolickim uroczystość ku czci wszystkich chrześcijan, którzy osiągnęli stan zbawienia i przebywają w niebie, obchodzona corocznie w dniu 1 listopada, treściowo połączona z
. W Wielką Sobotę w Kościele katolickim przez cały dzień trwało święcenie pokarmów i adoracja Chrystusa złożonego do grobu. W tym roku ze względu na obostrzenia sanitarno-epidemiczne nie będzie tzw. święconki, a w adoracji przy symbolicznym Grobie Pańskim może uczestniczyć pięć osób. Tego dnia nie tylko katolicy przychodzili do kościołów z koszykami wypełnionymi jajkami, chlebem, wędliną; w tzw. święconym lub inaczej święconce są też sól, czasem ciasta czy słodycze, bukszpanowe gałązki i bardzo często baranek - symbol zmartwychwstałego Jezusa. Księża święcili te pokarmy, przeznaczone na świąteczny stół. Tym razem - według zaleceń Kongregacji ds. Kultu Bożego i Dyscypliny Sakramentów oraz Konferencji Episkopatu Polski przed śniadaniem wielkanocnym powinien pobłogosławić pokarmy ktoś z członków rodziny, może to być ojciec rodziny lub Wielką Sobotę do wieczora nie sprawuje się mszy świętych, bardzo popularny był za to zwyczaj odwiedzania Grobu Pańskiego. We wczesnym chrześcijaństwie był to dzień ciszy i postu z powodu żałoby apostołów. Artykuł nie posiada jeszcze żadnych komentarzy.
W Wielką Sobotę w Kościele katolickim przez cały dzień trwa święcenie pokarmów i adoracja Chrystusa złożonego do grobu. Zgodnie ze starym polskim obyczajem, przy symbolicznym grobie czuwa warta - ministranci, harcerze, niekiedy strażacy w galowych dnia nie tylko katolicy przychodzą do kościołów z koszykami wypełnionymi jajkami, chlebem, wędliną, ciastami; w tzw. święconym lub inaczej święconce znajduje się także sól, czasem ciasta czy słodycze, bukszpanowe gałązki i bardzo często baranek - symbol zmartwychwstałego Jezusa. Księża święcą te pokarmy, które są przeznaczone na świąteczny stół. Tym samym, w Kościele katolickim, kończy się czas kościele do późnych godzin popołudniowych panują modlitewna zaduma i wyciszenie. Do wieczora nie sprawuje się mszy świętych, bardzo popularny jest za to zwyczaj odwiedzania Grobu Pańskiego. We wczesnym chrześcijaństwie był to dzień ciszy i postu z powodu żałoby rozpoczynają się obchody Wigilii Paschalnej - w myśl przepisów liturgicznych jej ceremonie należą już jednak do Niedzieli Zmartwychwstania Pańskiego. Kończy się adoracja przy Grobie Pańskim. Najświętszy Sakrament zostaje przeniesiony do tabernakulum, umieszczaną w niektórych grobach figurę Chrystusa zdjętego z krzyża należy przykryć białym płótnem; obok pojawia się posąg Chrystusa KARTKĘ WIELKANOCNĄ SWOIM BLISKIM. TERAZ JEST NAJLEPSZY CZASW kościele gasną światła, bo wigilia jest oczekiwaniem na zmartwychwstanie Chrystusa. Bogata liturgia Wigilii Paschalnej, stanowiącej centralny fragment Triduum, składa się z czterech części. Obchody zmartwychwstania Jezusa Chrystusa rozpoczynają się po zapadnięciu zmroku. Tym silniejszą wymowę zyskuje obrzęd tzw. liturgii światła. Przed kościołem rozpala się ognisko, którego płomienie zostają poświęcone przez kapłana, ubranego w białe szaty. Następnie od poświęconego ognia zapala się paschał (dużą świecę), symbolizujący Chrystusa, czyli Światłość świata, co ma uzmysławiać, że dokonała się Pascha, przejście z mroku do jasności, ze śmierci do uroczystej procesji paschał zostaje wniesiony do świątyni i umieszczony w ozdobnym świeczniku. Po trzykrotnym śpiewie kapłana: "Światło Chrystusa" i odpowiedzi wiernych: "Bogu niech będą dzięki" - zgromadzeni mogą zapalić swoje świece od świętego płomienia. Liturgia światła kończy się odśpiewaniem tzw. Orędzia Paschalnego, czyli modlitwy dziękczynno-uwielbiającej, która wysławia łaskę słowa Wigilii Paschalnej jest wyjątkowo rozbudowana. W pełnej wersji składa się ona z dziewięciu czytań, przeplatanych psalmami i modlitwą. Pierwsze siedem czytań pochodzi ze Starego Testamentu. Przypominają one ważne momenty w całej historii zbawienia - opis stworzenia świata, zachowanie Abrahama, od którego Bóg zażądał ofiary z syna, oraz przejście przez Morze Czerwone. O wielkiej miłości Boga, zawarciu przymierza i skuteczności słowa Bożego mówią urywki Księgi proroka Izajasza. Fragment Księgi Barucha zawiera pouczenia, których respektowanie zapewnia pokój na wieki. Cykl czytań starotestamentowych kończy się bożą obietnicą oczyszczenia i przemiany tym momencie zapala się światła na ołtarzu, uderza się w dzwony, a celebrans intonuje hymn "Chwała na wysokości Bogu". Po nim następuje czytanie z Listu św. Pawła do Rzymian, który mówi o tym, że chrzest zapewnia wiernym uczestnictwo w śmierci i zmartwychwstaniu Chrystusa. Po radosnym Alleluja, odśpiewanym po raz pierwszy od czterdziestu dni, czytany jest tekst Ewangelii o pustym grobie. Liturgię słowa zamyka KARTKĘ WIELKANOCNĄ SWOIM BLISKIM. TERAZ JEST NAJLEPSZY CZASKolejna, trzecia już część uroczystości Wigilii Paschalnej, poświęcona jest tajemnicy sakramentu chrztu. Liturgię chrzcielną poprzedza odśpiewanie Litanii do Wszystkich Świętych, która podkreśla jedność całego Kościoła. Celebrans poświęca wodę chrzcielną - tradycja zaleca, aby dokonało się to przy włożeniu paschału do naczynia z wodą; tekst błogosławieństwa przypomina odradzającą moc wody. Teraz dokonać można obrzędów chrztu - pierwotny Kościół udzielał tego sakramentu tylko w czasie Wigilii pamiątkę dawano neofitom (nowo ochrzczonym) zastygłe krople wosku spływającego z paschału; później z wosku wyrabiano medaliki z wyobrażeniem baranka - tzw. agnuski. Wszyscy zgromadzeni w świątyni odnawiają przyrzeczenia chrzcielne: wyznają swą wiarę i wyrzekają się szatana. Zostają oni również pokropieni wodą święconą. Liturgię chrzcielną kończy modlitwa liturgii eucharystycznej nie odbiega w swym zasadniczym kształcie od normalnej mszy świętej. Uroczystości Wigilii Paschalnej kończą się komunią świętą i uroczystym błogosławieństwem. Słowa rozesłania wzbogaca się o dwukrotne Alleluja. Ostatnim akcentem jest wezwanie do udziału w procesji rezurekcyjnej, która w warunkach polskich bywa przenoszona na niedzielny poranek.
Wielki Post zakończy się w Wielki Czwartek 14 kwietnia, kiedy to katolicy rozpoczną obchody Triduum Paschalnego Męki, Śmierci i Zmartwychwstania Chrystusa. Niedziela Wielkanocna przypada w tym roku 17 kwietnia. W Środę Popielcową katolicy rozpoczynają czterdziestodniowy post. Liczba 40 stanowi w Piśmie Świętym wyraz pewnej dłuższej całości, czasu przeznaczonego na jakieś konkretne zadanie człowieka lub zbawcze działanie Boga. W Wielkim Poście Kościół odczytuje i przeżywa nie tylko czterdzieści dni spędzonych przez Jezusa na pustyni na modlitwie i poście przed rozpoczęciem Jego publicznej misji, ale i trzy inne wielkie wydarzenia biblijne: czterdzieści dni powszechnego potopu, po których Bóg zawarł przymierze z Noem; czterdzieści lat pielgrzymowania Izraela po pustyni ku Ziemi Obiecanej; czterdzieści dni przebywania Mojżesza na Górze Synaj, gdzie otrzymał on od Jahwe Tablice Prawa. Okresy i dni pokuty są w Kościele katolickim specjalnym czasem ćwiczeń duchowych, liturgii pokutnej, pielgrzymek o charakterze pokutnym, dobrowolnych wyrzeczeń, jak post i jałmużna, braterskiego dzielenia się z innymi, poprzez inicjowanie dzieł charytatywnych i misyjnych. Z liturgii znika radosne „Alleluja” i „Chwała na wysokości Bogu”, a kolorem szat liturgicznych staje się fiolet. Istotą pozostaje przygotowanie wspólnoty wiernych do największego święta chrześcijan, jakim jest Wielkanoc. Wielki Post jest także okresem przygotowania katechumenów do chrztu. Każda niedziela wprowadzała w kolejne tajemnice wiary, a na Wielkanoc podczas Wigilii Paschalnej udzielany jest sam chrzest. W pierwszych wiekach chrześcijaństwa przygotowanie do świąt Zmartwychwstania trwało tylko czterdzieści godzin. W późniejszym czasie przygotowania zabierały cały tydzień, aż wreszcie ok. V w. czas ten wydłużył się. Po raz pierwszy o poście trwającym czterdzieści dni wspomina św. Atanazy z Aleksandrii w liście pasterskim z okazji Wielkanocy z 334 r. Tradycyjnemu obrzędowi posypania głów popiołem towarzyszą w Środę Popielcową słowa: „Pamiętaj, że jesteś prochem i w proch się obrócisz” albo „Nawracajcie się i wierzcie w Ewangelię”. Sam zwyczaj posypywania głów popiołem na znak żałoby i pokuty znany jest w wielu kulturach i tradycjach. Znajdujemy go zarówno w starożytnym Egipcie i Grecji, jak i u plemion indiańskich oraz oczywiście na kartach Biblii, np. w Księdze Jonasza czy Joela. Liturgiczna adaptacja tego zwyczaju pojawia się jednak dopiero w VIII w. Pierwsze świadectwa o święceniu popiołu pochodzą z X w. W następnym wieku papież Urban II wprowadził ten zwyczaj jako obowiązujący w całym Kościele. Z tego też czasu pochodzi zwyczaj, że popiół do posypywania głów wiernych pochodził z palm poświęconych w Niedzielę Palmową poprzedzającego roku. W Środę Popielcową wierni nie mają obowiązku uczestnictwa we Mszy świętej. Kościół zaleca jednak udział w liturgii, ze względu na pokutny charakter dnia rozpoczynającego Wielki Post. W Środę Popielcową obowiązuje post ścisły (ilościowy). To ograniczenie się do spożycia trzech posiłków, dwóch lekkich i jednego do syta, oraz wstrzemięźliwość od pokarmów mięsnych (jakościowy). Post ilościowy nie obowiązuje osób do 18 roku życia i powyżej 60 roku życia, podczas gdy wstrzemięźliwość od pokarmów mięsnych (post jakościowy) obowiązuje wszystkich, którzy ukończyli 14 rok życia. mlk, bp kep / Warszawa
Wielki Tydzień zaczyna się triumfalnym wjazdem Jezusa do Jerozolimy, kończy - jego zmartwychwstaniem. To dla każdego katolika siedem najważniejszych dni w Paweł w Pierwszym Liście do Koryntian (15,17) pisał: „Jeżeli Chrystus nie zmartwychwstał, daremna jest wasza wiara”.Święta Wielkanocne to dla katolików najważniejsze święta w roku. Wielki Tydzień jest - jak mówi ojciec Paweł Krupa, dominikanin - upamiętnieniem, wspomnieniem tego najważniejszego wydarzenia, jakim jest Zaczyna się wjazdem Jezusa do Jerozolimy - to Niedziela Palmowa, potem Ostatnia Wieczerza w czwartek, męka i śmierć w piątek, Chrystus nieobecny, pogrzebany w grobie w sobotę i potem, z soboty na niedzielę, Wigilia Paschalna, święto zmartwychwstania - Wielki Tydzień rozpoczyna triumfalny wjazd Jezusa do Jerozolimy w Niedzielę Palmową. Wjazd Jezusa do Jerozolimy opisali wszyscy Ewangeliści. Będąc w okolicy Betfage, Chrystus polecił swoim dwóm uczniom, by poszli do pobliskiej wsi i przyprowadzili znajdującego się tam osła. Na pytania, czemu to robią, Jezus kazał im odpowiedzieć: „Pan go potrzebuje”. Gdy to zrobili, Chrystus dosiadł osiołka i na nim wjechał do Jerozolimy. Lud wyszedł mu na spotkanie, słał pod nogi płaszcze i gałązki i wykrzykiwał: „Hosanna! Błogosławiony Ten, który przychodzi w imię Pańskie. Błogosławione królestwo ojca naszego Dawida, które przychodzi. Hosanna na wysokościach!”. Wydarzenie to miało być spełnieniem słów ze Starego Testamentu: „Raduj się wielce, Córo Syjonu, wołaj radośnie, Córo Jeruzalem! Oto Król twój idzie do ciebie, sprawiedliwy i zwycięski. Pokorny - jedzie na osiołku, na oślątku, źrebięciu oślicy”.Procesje w Niedzielę Palmową były obecne od pierwszych wieków chrześcijaństwa - zapoczątkowane w Jerozolimie, rozpowszechniły się na innych terenach. W Polsce tradycją Niedzieli Palmowej była procesja z Jezuskiem Palmowym. Z kolei Kościół francuski zapoczątkował bogate tradycje palm wielkanocnych od VII w. święconych w Niedzielę dzień radosny, pełen kolorów. W Niedzielę Palmową wierni gromadzą się zazwyczaj przed kościołem. Kapłan wychodzi do nich, święci przyniesione palmy i czyta Ewangelię o wjeździe Jezusa do Jerozolimy. Potem procesja z palmami rusza do kościoła. W Polsce trudno o prawdziwe palmy, stąd narodziła się tradycja przygotowywania specjalnych palemek z gałęzi wierzbowych z baziami, z liści bukszpanu, borówek, dodaje się do nich suszone kwiaty, wstążki. Ale też w wielu parafiach organizuje się konkursy na najpiękniejszą lub największą palmę. Poświęcone palmy są przechowywane przez cały rok aż do Środy Popielcowej. Wówczas pali się je, a powstały popiół służy do posypania głów wiernych. W Niedzielę Palmową odczytuje się, zwykle z podziałem na role, opis Męki Pańskiej z jednej z Ewangelii synoptycznych: Mateusza, Marka lub Łukasza. Kapłan sprawujący liturgię zakłada szaty koloru Niedzieli Palmowej, łącząc w sobie radosną procesję z palmami oraz czytanie opisu Męki Pańskiej, podkreśla, że triumf Chrystusa i jego ofiara na krzyżu są ze sobą nierozerwalnie wtorek i środa Wielkiego Tygodnia są dniami w sposób szczególny poświęconymi pojednaniu. Był to też czas wielkich porządków, przyozdabiania domów, które jednak należało zakończyć najpóźniej we wtorek. Pewnie dlatego, żeby czwartek, piątek i sobotę zarezerwować sobie na duchowe, religijne przeżywanie. -Te dni: poniedziałek, wtorek, środa, to są takie dni - ja je sobie nazywam - niewidzialne. Bo zaczynamy Niedzielą Palmową, bardzo uroczyście: jest procesja, są palmy, potem czytanie Męki Pańskiej. I potem poniedziałek, wtorek, środa - cisza. Ten czas jest dla mnie pracowity, bo mam rekolekcje, ale między innymi podczas tych rekolekcji będę mówił o takiej cesze ludzkiej, cesze ludzkiego życia czy egzystencji, o której rzadko pamiętamy, a mianowicie o niewidzialności. Bardzo wielu ludzi na świecie doświadcza niewidzialności, czasami nawet dla najbliższych jesteśmy niewidzialni. I w te dni chcę o tych ludziach pamiętać i o sobie samym - opowiada ojciec Krupa. I dodaje, że Jezus 30 lat był niewidzialny. Czytamy o nim w Ewangelii, kiedy ma lat 12, zgubił się rodzicom, odnalazł i potem, kiedy się pojawia, Ewangelia mówi, że ma ponad 30 Przez blisko 30 lat nie wiemy, co się z nim dzieje. Jest niewidzialny. Ludzie gdzieś tam koło niego chodzą, on chodzi koło ludzi, nikt specjalnie na niego uwagi nie zwraca - zauważa dominikanin. Wielki Czwartek w Kościele katolickim jest obchodzony jako pamiątka ustanowienia przez Chrystusa sakramentów kapłaństwa i eucharystii podczas Ostatniej Wieczerzy. W kościołach katedralnych odprawiana jest wtedy uroczysta msza sprawowana w godzinach porannych przez biskupa diecezjalnego wraz z prezbiterami. Nazywana jest ona mszą krzyżma, ponieważ podczas niej poświęcane są nowe oleje przeznaczone do namaszczeń: podczas chrztu, bierzmowania, sakramentu kapłaństwa oraz przy namaszczeniu chorych. W trakcie tej mszy odbywa się odnowienie przyrzeczeń kościołach parafialnych odprawiana jest tylko jedna uroczysta msza wieczorem - msza Wieczerzy Pańskiej, która rozpoczyna Triduum Paschalne i kończy okres Wielkiego Postu. Podczas mszy w trakcie śpiewu „Chwała na wysokości” biją wszystkie dzwony w świątyni. W niektórych kościołach odbywa się obrzęd obmycia nóg dwunastu osobom, czyli tzw. Mandatum. Ojciec Krupa: - W Radoniach, w niewielkim kościółku przez środek w rzędzie siedzi 12 panów, wcześniej ugadanych, żeby się zgodzili usiąść z przynajmniej jedną nogą wystawioną do umycia i ucałowania. Wszystkie dzieci, które są w kościele, uznają, że to ważny i zabawny moment, więc mi towarzyszą w czasie tego obmycia, siedząc mi na głowie. Pierwszy raz, jak to przeżywałem, myślałem, że nie wstanę. Ukląkłem, wszystkie dzieci usiadły na mnie, każde mi chciało zajrzeć przez ramie, co ja tam robię. Więc musiałem im powiedzieć: „Zejdźcie ze mnie, bo się nie podniosę”. Przesunąłem się do następnego mężczyzny, a one natychmiast znowu na mnie siadły. Ludzie mieli niezły ubaw, z pewną taką satysfakcja na księdza patrzyli: „Niech on też nasze dzieci ponosi”. Po zakończeniu wieczerzy Najświętszy Sakrament przenosi się do kaplicy adoracji, zwanej ciemnicą (na pamiątkę uwięzienia Jezusa po Ostatniej Wieczerzy), gdzie adoruje się go do późnych godzin nocnych i przez cały Wielki Piątek. Po zakończeniu liturgii z ołtarza zdejmuje się świece, mszał, krzyż, obrusy. Gest ten symbolizuje koniec wieczerzy, odarcie Chrystusa z szat oraz jego opuszczenie przez bliskich. Sam ołtarz bowiem jest symbolem Chrystusa. Niegdyś zachowywano także zwyczaj zmywania mensy ołtarzowej wodą z winem na znak, iż z serca Jezusa wypłynęły krew i woda. Tabernakulum zostaje otwarte i puste, a wieczna lampka Piątek to dzień żałoby i krzyża. W Kościele katolickim odprawiana jest wielkopiątkowa Liturgia Męki Pańskiej. Pierwsze liturgiczne obchody Wielkiego Piątku odnotować można w starożytnej Jerozolimie. Wierni gromadzili się przed wschodem słońca przed kolumną biczowania, a później przy grobie, by adorować drzewo do Rzymu, pierwsze opisy celebracji Wielkiego Piątku pochodzą z VII w. Pierwszy typ liturgii sprawowany był przez papieża w kościele św. Jana Jerozolimskiego i obejmował odczytanie opisu Męki Pańskiej według św. Jana, modlitwę powszechną i procesję z relikwiami Krzyża. Drugi typ liturgii był sprawowany w licznych kościołach prezbiterialnych i obejmował lekturę Pisma, adorację krzyża i komunię św., konsekrowaną wcześniej. Ten typ liturgii zakrólował w średniowieczu w całej późniejszych wiekach upowszechniło się przenoszenie Najświętszego Sakramentu do grobu Pańskiego. W XIX w. na terenach dawnej Rzeczypospolitej groby Pańskie w kościołach zaczęły nabierać także patriotycznego wydarzeniem liturgii wielkopiątkowej jest adoracja Krzyża. Zasłonięty fioletowym suknem Krzyż wnosi się przed ołtarz. Po liturgii Krzyż zostaje w widocznym i dostępnym miejscu, tak by każdy wierny mógł go adorować. Jest aż do Wigilii Paschalnej najważniejszym punktem w kościele. Ostatnią częścią liturgii Wielkiego Piątku jest procesja do grobu Pańskiego. Na ołtarzu umieszczonym przy grobie lub na specjalnym tronie wystawia się Najświętszy Sakrament w monstrancji okrytej białym przejrzystym welonem - symbolem całunu, w który owinięto ciało zmarłego Chrystusa. „Przybiegł w Wielki Piątek / jak wszyscy / i tak sobie / Mówił: - Ścisnąłem nos rękami, / zaciąłem zęby zębami, /żeby nie płakać przy grobie” - pisał ks. Jan Twardowski. W Wielki Piątek odprawiane są także nabożeństwa drogi krzyżowej. W wielu kościołach rozpoczyna się ono o godzinie 15, gdyż właśnie około tej godziny wedle przekazu Ewangelii Jezus zmarł na krzyżu. Wielka Sobota jest dniem ciszy i oczekiwania. Dla uczniów Jezusa był to dzień największej próby. Apostołowie rozpierzchli się po śmierci Jezusa, a jedyną osobą, która wytrwała w wierze, była Bogurodzica. Dlatego też każda sobota jest w Kościele dniem maryjnym. W Wielką Sobotę Kościół wspomina i zarazem przeżywa tajemnicę zstąpienia Chrystusa do Otchłani. Tego dnia, podobnie jak w Wielki Piątek, nie odprawia się mszy świętych. Dopiero po zachodzie słońca wspólnota wiernych gromadzi się w swoich świątyniach, by celebrować liturgię Wigilii Paschalnej. Tajemnicę tego dnia w pełni oddaje jeden ze starożytnych tekstów, który w tym dniu jest czytany w porannej liturgii godzin. Nieznany autor tak pisze: „Wielka cisza spowiła ziemię; wielka na niej cisza i pustka. Cisza wielka, bo Król zasnął, ziemia się przelękła i zamilkła, bo Bóg zasnął w ludzkim ciele, a wzbudził tych, którzy spali od wieków... Idzie, by odnaleźć pierwszego człowieka, jak zgubioną owieczkę. Pragnie nawiedzić tych, którzy siedzą zupełnie pogrążeni w cieniu śmierci; by wyzwolić z bólów niewolnika Adama, a wraz z nim niewolnicę Ewę, idzie On, który jest ich Bogiem i Synem Ewy... Oto Ja, twój Bóg, który dla ciebie stałem się twoim synem... Zbudź się, który śpisz! Nie po to bowiem cię stworzyłem, byś pozostawał spętany w Otchłani. Powstań z martwych, albowiem jestem życiem umarłych”.Tradycją Wielkiej Soboty jest poświęcenie pokarmów wielkanocnych: chleba - na pamiątkę tego, którym Jezus nakarmił tłumy na pustyni, mięsa - na pamiątkę baranka paschalnego, którego spożywał Jezus podczas uczty paschalnej z uczniami w Wieczerniku, oraz jajek, które symbolizują nowe życie. W zwyczaju jest też masowe odwiedzanie różnych kościołów i porównywanie wystroju grobów. - Dziwna jest ta sobota, bo sobota to taki dzień, w którym nic się nie powinno dziać. W sobotę powinniśmy być w żałobie. Ale w Polsce sobota tak absolutnie nie wygląda: jest bieganina, święcenie pokarmów, a jeszcze na przykład warszawskim zwyczajem jest zwiedzania grobów w kościołach, więc ten tłum się przewala z kościoła do kościoła. To przypomina wszystko, tylko nie cichą zadumę nad śmiercią Chrystusa. Ale myślę, że paradoksalnie w tym zabieganiu też jest sposób na przeżycie żałoby. Bo żałobę przeżywamy tak, że siedzimy i nie jesteśmy w stanie ruszać rękami, albo wręcz przeciwnie - nagle zaczynamy sprzątać, gotować, coś musimy zrobić, żeby uciec. Więc w tym naszym zabieganiu też jest element żałoby - zauważa o. Paweł Wielkanocna rozpoczyna się już w sobotę po zapadnięciu zmroku. Rozpoczyna ją Wigilia Paschalna, podczas której zapala się paschał - wielką woskową świecę, która symbolizuje zmartwychwstałego Chrystusa. Jest to również ostatni dzień Triduum Paschalnego, liczonego według kalendarza żydowskiego od wieczora Wielkiego Czwartku do wieczornych nieszporów w niedzielę. W niedzielę wierni biorą udział w rezurekcyjnej (z łac. „resurrectio” - „zmartwychwstanie”) mszy o świcie, poprzedzonej uroczystą procesją z Najświętszym Sakramentem. Rozpoczyna się ona u grobu Chrystusa, gdzie kapłan śpiewem oznajmia zmartwychwstanie. Po procesji okrzykiem „Alleluja” (hebr. „Chwalcie Pana”) i odśpiewaniem hymnu „Ciebie Boga wysławiamy” („Te Deum”) rozpoczyna się uroczysta msza święta. Kapłani mają na sobie białe, złote lub srebrne szaty. Wierni w czytaniach słuchają o dzisiaj zdarza się, że rezurekcji towarzyszą wystrzały petard, dawniej - armatek i moździerzy. Cały ten hałas miał budzić świat do życia. I warto było wstać, by usłyszeć radosną nowinę. Trzeciego dnia po ukrzyżowaniu Maria Magdalena, Maria i Salome poszły o wschodzie słońca na grób, aby namaścić ciało zmarłego. Grób był otwarty, kamień odsunięty, a w środku nie było ciała Jezusa. To jedna z najważniejszych chwil i podstawa wiary Paweł Krupa: - W naszej kulturze Wielkanoc to jedyne na taką skalę święto liturgiczne, które przeżywa się w tak udramatyzowany, teatralny sposób. Kiedyś przedstawiano na przykład misteria, czyli rodzaj takich przedstawień teatralnych z okazji świąt maryjnych czy święta Wszystkich Świętych - ślady tego zostały na przykład w folklorze. Ale Święta Wielkanocne obchodzimy w całym kraju podobnie. Jest w nas taka chęć odtworzenia tego, co wtedy się działo, po to, żeby uświadomić sobie, iż możemy w tym uczestniczyć. Chcemy sobie te wydarzenia przybliżyć, wyobrazić, każdy dzień naznaczyć jakimś charakterystycznym
Zbyt łatwo pomija się dzisiaj słowa: „Kościół usilnie zaleca zachowanie pobożnego zwyczaju grzebania ciał zmarłych”, a skupia na zdaniu: „Nie zabrania jednak kremacji”. Ortodoksja Zacznijmy od obowiązującej nauki Kościoła. Katechizm Kościoła Katolickiego w numerze 2301 stwierdza, że „Kościół zezwala na kremację zwłok, jeśli nie jest ona przejawem podważania wiary w zmartwychwstanie ciała”. Ten zapis stanowi pewnego rodzaju zawężenie tego, co możemy przeczytać w Kodeksie Prawa Kanonicznego — tam mowa jest o tym, że Kościół „nie zabrania (...) kremacji, jeśli nie została wybrana z pobudek przeciwnych nauce chrześcijańskiej” (kan. 1176, par. 3). Tajemniczy zapis o pobudkach przeciwnych nauce chrześcijańskiej wskazywać będzie przede wszystkim na niewiarę w zmartwychwstanie, ale też objąć może inne wierzenia niechrześcijańskie, które mogą pojawić się w tej coraz modniejszej a znanej innym religiom i ludom pierwotnym praktyce. Warto jednak przywołane wypowiedzi kościelne zacytować w szerszym kontekście. W przypadku Katechizmu będzie to numer 2300: „Ciała zmarłych powinny być traktowane z szacunkiem i miłością wypływającą z wiary i nadziei zmartwychwstania. Grzebanie zmarłych jest uczynkiem miłosierdzia względem ciała; jest uczczeniem dzieci Bożych, będących świątynią Ducha Świętego”. Słowa te tłumaczą, dlaczego Kościół „usilnie zaleca zachowanie pobożnego zwyczaju grzebania ciał zmarłych” (KPK, kan. 1176, par. 3), a kremację jedynie dopuszcza. Nie jest bowiem ciało czymś niepotrzebnym, jakimś więzieniem duszy, jak chciałby Platon i jego nieświadomi współcześni epigoni, ale stanowi świątynię Ducha Świętego. Z tego względu należy mu się szacunek i miłość, a te wyrażamy właśnie w praktyce pogrzebowej. Należy więc zastanowić się, który rodzaj pochówku doskonalej wypełnia ten uczynek miłosierdzia względem ciała. Ponadto stwierdza Kodeks, że „pogrzeb kościelny (...) okazuje szacunek ich [zmarłych] ciału i równocześnie żywym niesie pociechę nadziei” (kan. 1176, par. 2). Oprócz wyżej zadanego pytania należałoby więc odpowiedzieć na to, który pogrzeb — grzebanie czy kremowanie — niesie żywym większą pociechę nadziei. Biblia i Tradycja Lektura Biblii nie pozostawia wątpliwości, że przyjętą praktyką jest pochówek w ziemi. Owszem znaleźć można wzmianki o kremacji (por. 1Sm 31,12-13, gdzie opisano kremację częściową), ale stosuje się ją tylko w sytuacjach wyjątkowych i raczej jako wynik obcego wpływu kulturowego, który nie został przeniknął na stałe do Ludu Wybranego. Na podstawie samego Pisma nie dałoby się oczywiście odrzucić kremacji jako niezgodnej z Bożą wolą, ale tym trudniej byłoby bronić tej praktyki. Grzebanie w ziemi nie jest może nakazem Pańskim, ale dla chrześcijanina świadectwo Słowa Bożego, a tym bardziej Słowa Wcielonego pogrzebanego, a nie spopielonego, nie może nie być czymś, na co wzrusza się ramionami. Chrześcijanie pierwszych wieków, którzy nie dysponowali jak my dzisiaj możliwością zakupu ziemi na grób, podjęli nie lada wysiłek, żeby mimo tego pozostać wiernymi grzebaniu zmarłych (ewentualnie chowaniu ich w katakumbach). Szacunek dla ciała musiał na tyle odróżniać chrześcijan od pogan, że w czasie prześladowań palenie zwłok — to świadectwo zostawił Euzebiusz z Cezarei w swojej Historii kościelnej — traktowano jako zabieg służący poniżeniu tych, którzy wierzyli w zmartwychwstanie po śmierci. Sobór Watykański I — świadomy, że zwyczaj kremacji wprowadzono na życzenie masonów występujących po Rewolucji Francuskiej przeciw wierze w zmartwychwstanie — potwierdzał, że nie należy dopuszczać tej przeciwnej tradycji chrześcijańskiej praktyki, a Kodeks Prawa Kanonicznego z 1917 roku zakazywał kremacji — już samo wyrażenie życzenia tego rodzaju pogrzebu pozbawiało delikwenta kościelnego pochówku. Na tym tle trzeba rozumieć dzisiejsze wypowiedzi Kościoła, który dopuszcza kremację i nie przekreśla kościelnego pochówku w takim przypadku (więcej nawet: opracował stosowne przepisy liturgiczne), ale — w żadnym razie do kremacji nie zachęca, zaleca bowiem tradycyjny pochówek. Zmiana stosunku Kościoła do kremacji nastąpiła oczywiście nie na bazie kompromisu z modą tego świata, ale dzięki nowej refleksji nad faktem zmartwychwstania. Rozumie się dziś, że Bogu nie robi różnicy, czy ciało ulegnie naturalnemu procesowi rozkładu czy sztucznie wywołanemu procesowi — zmartwychwstanie bowiem już ciało jakościowo przemienione, uwielbione (choć przecież pozostaje to w jakimś sensie to samo ciało — o czym świadczą rany Jezusa widoczne po Jego zmartwychpowstaniu). A jeśli tak — to może warto wziąć pod uwagę racje higieniczne, psychologiczne czy nawet ekonomiczne? Praksja Szacunek do bliźniego nakazuje poważne traktowanie jego wyboru sposobu pochówku, zresztą często będącego wypełnieniem woli zmarłego. Daleki od potępienia czy generalizowania nie chciałbym wszystkich względów, którymi kierują się wierni wybierający nietradycyjną formę pochówku, wrzucać do jednego worka. Wydaje mi się jednak, że zbyt małą wagę przywiązuje się w uzasadnianiu wyboru kremacji motywom najważniejszym, a prymat przyznaje się tym mniej ważnym. Często kierują ludźmi motywy mało racjonalne, a bardziej uczuciowe, a z tych rozumowych argumentów używa się przeważnie uzasadnień utylitarnych. Owszem, jeśli uznać — jak zrobił to Kościół już w 1963 r. w Instrukcji Kongregacji Świętego Oficjum — że spalenie zwłok ani nie stanowi przeszkody w przyszłym zmartwychwstaniu, ani tym bardziej nie dotyczy duszy, a więc kremacja nie występuje przeciwko dogmatom o zmartwychwstaniu ciał i nieśmiertelności duszy. Wierni posłuszni Kościołowi nie muszą odrzucać kremacji, mogą natomiast — co sugeruje kościelny dokument — brać pod uwagę racje związane z higieną czy ekonomiczne. Pytanie, które należałoby postawić, brzmieć mogłoby tak: czy racje higieniczne (np. zdrowie publiczne), ekonomiczne (i inne — bowiem powierzchnia tradycyjnych cmentarzy zajmuje dużo miejsca) lub — powiedzmy — psychologiczne powinno się postawić na pierwszym miejscu w wyborze tej a nie innej formy pochówku? Od stwierdzenia, że Kościół zezwala na kremację do postawienia kremacji ponad grzebaniem zmarłych daleka jeszcze droga! Warto wziąć pod uwagę inne motywy. Dlatego od zwolenników tej swoistej mody na kremację chciałbym uzyskać odpowiedzi na kilka ważnych pytań. Pytania bez odpowiedzi Co zdecydowało — zakładam, że moim rozmówcą jest osoba wierząca — nie tyle na wybór nowej formy pogrzebu, ale na odrzucenie tej, którą Kościół usilnie zaleca? To wbrew pozorom ważne pytanie, pokazuje bowiem stan sumienia ludzkiego: czy wybieram tylko między tym, na co Kościół pozwala i czego zabrania, czy też skłaniam się ku temu, co jest doskonalsze? Interesuje mnie, w jaki sposób — praktycznie — osoby kremujące ciała swoich bliskich okazują tym ciałom szacunek i miłość? W mojej głowie nie mieści się, że można ciało zmarłego, którym jeszcze niedawno się opiekowano, do którego być może prawie że przed chwilą się przytulało, pozwolić potem spalić w piecu... Raczej dopatrywałbym się tutaj jakiejś platońskiej pogardy dla ciała — liczy się tylko dusza, ponoć doskonalsza; byliby więc zwolennicy kremacji platonikami bardziej niż chrześcijanami, dla których liczy się cały człowiek — jedność duchowo-cielesna? Oczywiście jest między nami zgoda — ciało i tak obróci się w proch. Ale czy naprawdę nie skrzeczy ta znacząca zmiana sformułowania „Z prochu powstałeś i w proch się obrócisz” na „Z prochu powstałeś i prochem jesteś”? Jest przecież różnica między tym, czy w bezsilności w obliczu niepokonanej śmierci oddajemy ciało ziemi, a tym, że sami przyspieszamy proces zniszczenia, jak gdybyśmy stawali po stronie śmierci, a nie po stronie tych, co ze smutkiem ją przyjmują do końca, aby „wbrew nadziei uwierzyć nadziei”? Nie jest dla mnie wystarczającym argumentem mniemany brak estetyki gnijącego ciała — dlaczego naturalny proces gnicia miałby być czymś lepszym od najnowocześniejszej techniki (piece sterowane komputerowo) zamiany ciała w popiół? Znamienne są te zabiegi językowe prowadzone wokół samej nazwy pieca służącego kremacji — nazywa się go „kremacyjnym” w odróżnieniu od „krematoryjnego” stosowanego przez np. hitlerowców. A jednak dla niektórych — czy nie jest to zdrowa intuicja? — skojarzenia nasuwają się nieodparcie. Czy palenie ciała nie czyni z niego przedmiotu? I czy w takiej atmosferze dziwić może pomysł przemysłu, który z popiołu produkować chce biżuterię? Podejrzewam, choć zdaję sobie sprawę z subiektywizmu tego oskarżenia — że u podstawy wyboru kremacji leżeć może w wielu przypadkach ten sam motyw, który stoi za eutanazją. Formalnie zabija się osoby starsze, żeby ulżyć ich cierpieniu, ale naprawdę oznacza to niezgodę na cierpienie i śmierć (co samo w sobie jest zrozumiałe) i paniczną chęć ucieczki przed nimi wszelkimi możliwymi sposobami (tego już usprawiedliwić nie wolno). Mówiąc bardziej teologicznie: czy nie ten sam (jaki?) duch stoi za eutanazją i paleniem ludzkiego ciała? Byle wyprzeć ze świadomości nieuchronność śmierci! Proszę zwrócić uwagę, ze w takim np. hinduizmie palenie zwłok jest elementem kilkunastodniowego rytuału religijnego; a u nas kremacja jest szybkim, nowoczesnym i eleganckim „załatwieniem sprawy”. To zresztą pociąga za sobą kolejne problemy natury psychologicznej: nieprzebyta w pełni żałoba — nieprzebyte pożegnanie — powoduje emocjonalne zaburzenia. Powróćmy do pytań związanych z duchowością. Cóż jest łatwiej: wierzyć w zmartwychwstanie, gdy patrzy się na tego, o którym mówi się, że „zasnął w Panu”, czy uwierzyć w to, że Bóg da ciało tej kupce popiołu, która zostaje po kremacji? Owszem, rozum oprze się na wiedzy o Boskiej wszechmocy, ale coś głębiej, tam w środku, w sercu — czy nie potrzebuje kontemplacji „śpiącego” ciała zmarłego? Pochowanie zmarłego w ziemi bardziej odpowiada temu sianiu ziarna ciała zmysłowego i zniszczalnego, z którego potem wyrośnie — dzięki Bogu — ciało duchowe i niezniszczalne (por. 1Kor 15,42-44). Pół żartem-pół serio: a jeśli kremowane ciało należy do świętego? Pozbywamy się w ten sposób relikwii czy nie? I już poważnie: wydaje mi się, że motywy teologiczno-duszpasterskie trzeba tu postawić ponad utylitarnymi czy związanymi z osobistym gustem. Warto też zauważyć, że w stosunkowo religijnej Polsce „moda” na kremację przychodzi znacznie wolniej niż w bardziej zsekularyzowanych krajach, a chociaż sama kremacja nie musi być wyrazem sprzeciwu wobec Kościoła, wciąż znaleźć można wypowiedzi ateistów (proszę sprawdzić w Internecie!), którzy promują kremację jako element walki z kościelnymi zabobonami. A co z dowodem? Po stronie zwolenników kremacji leży podanie dowodu jej wyższości nad tradycyjnym pochówkiem. Jeśli Kościół odróżniał się od świata także podejściem do ciał zmarłych, odrzucenie przyjętego pochówku na rzecz innej formy wymaga solidnego argumentu. Mówiąc konkretnie: jeśli tato, dziadek i pradziadek grzebani byli w ziemi, ich potomek powinien raczej przyjąć tę tradycję niż ją odrzucić. Chyba że ma ku temu bardzo istotne powody. Ale czy ma? opr. mg/mg
żałoba w kościele katolickim